• Wpisów: 13
  • Średnio co: 84 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 22:05
  • Licznik odwiedzin: 3 606 / 1190 dni
 
charlottestories
 
Z łazienki wygonił mnie Daniel, dobijając się do drzwi. Nie wiedziałam o co mu chodziło tym razem. Te jego zmienne humorki.Przekręciłam klucz w drzwiach i uchyliłam drewnianą powłokę. Przede mną stał zdenerwowany facet, zabijający mnie wzrokiem.
-O co chodzi?- zapytałam obserwując zmieniające się zachowanie tego mężczyzny.
-O co mi chodzi ? Jak ty się zachowujesz ! Nie dość, że kurwa śpisz w normalnych warunkach,jesz to jeszcze masz czelność tak pyskować do moich przyjaciół! Nikt mnie tak nie wkurwia jak ty!
-No to świetnie. Widocznie moje zadanie zostało zakończone. A ta twoja przyjaciółka klei się do Ciebie jak jakaś...-zabrakło mi słowa, ale Daniel chyba uznał, że to i tak wystarczająco, bo pojawił się obok mnie tak, że ledwo zarejestrowałam to, że pchnął mnie na ścianę z tak wielką siłą. Ból rozniósł się po ciele dopiero po kilku sekundach.
-No dokończ! Proszę bardzo!
-Jak... dziwka- wydukałam nadal cierpiąc z bólu. Daniel stanął jeszcze bliżej a jego ręka powędrowała na moją szyję, zacisnął moje gardło a ja powoli traciłam możliwość swobodnego oddychania. Powietrze, które jakimś cudem docierało do moich płuc wcale mi nie pomagało, wręcz przeciwnie, jakby ręka bruneta jeszcze mocniej zaciskała moją obolałą skórę.- Powinnaś docenić to, że się staram zapewnić Ci jak najlepsze warunki. A Ty nawet tego nie doceniasz. Rozpieszczona gówniara, której rodzice dają wszystko... Zaraz się przekonasz jak to jest doceniać to co się ma. Życie jest brutalne  zabiera nam wszystko zanim się obejrzymy...
Jego ręka zbyt gwałtownie opuściła moją szyję, a moje ciało samoistnie osunęło się wzdłuż ściany. Łapałam powietrze tak jakby ktoś zaraz miał mi po raz kolejny odebrać jego dopływ. Powietrze było najważniejsze. Czułam jak moje drogi oddechowe wracają do stałego trybu. Minęło zaledwie kilka sekund, które dla mnie trwały jak wieczność. Poczułam,że ramiona Daniela oplotły moją talię i zostałam przerzucona przez jego ramię. Byłam tak bezsilna, że nawet nie rzucałam się. Dałam spokój z walką, ten facet i tak był ode mnie większy i silniejszy nie miałam szans w starciu z nim. Zeszliśmy na dół i już myślałam, że kierujemy się do kuchni gdy nagle skręciliśmy w dalszą część korytarza. Dotarliśmy do czarnych, drewnianych drzwi znajdujących się dokładnie na przeciwko wejścia do domu, gdy jedna ręka Daniela opuściła moje ciało, aby uchylić drewnianą powierzchnię. Przesunęliśmy się w głąb pomieszczenia, a ciemność otoczyła nas zewsząd. Wolną ręką zapalił światło i ruszył w dół, po schodach. Szara podłoga, tylko tyle widziałam. Kolejne drzwi i w końcu się zatrzymaliśmy. Zostałam upuszczona na zimną podłogę. No tak, to takie naturalne, żeby rzucać dziewczyną.
Nagle pomieszczenie oświetliły promienie sztucznego światła, rzucanego z lampki zawieszonej wysoko nade mną, na srebrnym łańcuchu. Rozejrzałam się wokół spanikowana. Jednoosobowe łóżko. Szara podłoga. Szare ściany.
-Rozgość się, mam nadzieję, że będziesz się świetnie bawiła...-zdążyłam tylko zarejestrować jego chytry uśmiech nim cała jego postać zniknęła za ciemnymi drzwiami. Drzwiami, których klamka znajdowała się tylko po jednej stronie i na pewno nie po mojej. Westchnęłam przeciągle i podniosłam się z zimnej podłogi, o ile zwykły beton można nazwać podłogą.
Muszę kiedyś sobie pogratulować za moje pyskówki. Gdyby nie mój długi język na pewno miałabym o wiele mniej zmartwień, ale nie, przecież muszę walczyć o swoje ! Przeklęte geny...
Usiadłam na skrzypiącym, starym łóżku. Pościel była wymieniona, bo pachniała świeżością i proszkiem do prania. Chociaż tyle z moich luksusów.Podkuliłam nogi i oparłam brodę o kolana wpatrując się w drzwi.
TRZY DNI PÓŹNIEJ
Codziennie rano Jamie przynosił mi śniadanie, które odbierał w porze obiadu, bo nawet nie tknęłam jedzenia. Tak samo było z obiadem i kolacją. Jedyne co spożywałam to woda, którą dostawałam tylko wtedy gdy przychodził Jamie. Musiałam ją wypić przy nim i oddać szklankę. Przez te trzy dni nawet nie słyszałam co z Danielem. Oczywiście miałam nadzieję, że ktoś go zakopał sześć metrów pod ziemią, jak najdalej od jakiejkolwiek cywilizacji. Mimo, ze mój plan był nierealny to cieszyłam się z wizyt Jamie'go. Zagadywał do mnie za każdym razem, potrafił mnie chociaż trochę podnieść na duchu, zważając na sytuację w której się znajdowałam- wychodziło mu to.
Właśnie leżałam wpatrując się w sufit, gdy drzwi się otworzyły a do mojego pokoju wdarło się jeszcze więcej sztucznego światła. Czyżby kolacja? Odwróciłam głowę, która po chwili wróciła na poprzednie miejsce. Daniel mnie odwiedził.
-Masz to zjeść.-zostawił tacę i wyszedł odbierając mi dodatkowe źródło światła.Przysięgam, że życie bez promieni słonecznych jest bardzo męczące mimo, że w tym regionie częściej przeważał deszcz, to zatęskniłam za Słońcem.  Trzy dni przy zwykłej żarówce sprawiły, że popadłam w dziwne humory. Ciągle analizowałam i myślałam. Powoli już miałam tego dość, ale skoro chciałam wywalczyć coś MUSIAŁAM tu jeszcze wytrwać do momentu, gdy Danielowi znudzi się przetrzymywanie mnie, a jego mały móżdżek odnotuje, że w niczym mu nie pomogę. Szczególnie w okradaniu mojej własnej rodziny. Szczególnie mamy, której w przeszłości i tak przysporzyłam wiele bólu,żalu, i problemów.  Jak każda nastolatka miałam okres buntu. Byłam rozchwiana osobowościowo i emocjonalnie, trafiłam na nieciekawych ludzi i tak zaczął się horror, który zgotowałam moim rodzicom.Byłam w trzeciej klasie liceum kiedy moje życie zaczęło staczać się w dół. Początkowo były tylko wagary, przesiadywanie na działkach, palenie papierosów i picie alkoholu. To był początek, koniec końców razem z moimi "przyjaciółmi" wylądowaliśmy w klubie, w którym nie sprawdzali nikogo. Byliśmy stałymi klientami. Moi znajomi znaleźli sobie dilera, który "mało brał, wiele oferował", na początku byłam niechętna temu żeby ktokolwiek z nich wmieszał się w to wszystko, ale gdy w końcu spróbowałam...już nie potrafiłam sobie odpuścić. Kradłam żeby mieć pieniądze na towar, a co najgorsze wynosiłam wartościowe przedmioty, zastawiałam je i kupowałam to co ciągnęło mnie w dół. Nadszedł czas gdy rodzice zauważyli ubywające rzeczy i zaczęli dochodzi. Wpadłam po tym gdy tata przeszukał moją torbę i znalazł w niej sporą sumę pieniędzy i woreczek z białym proszkiem. Wysłali mnie do psychologa i moje problemy się zakończyły, tak samo jak relacje z "przyjaciółmi". Z perspektywy czasu cieszę się, że moi rodzice odkryli to wszystko i zadziałali odpowiednio. Rozmowy z psychologiem uświadomiły mi że z narkotykami nie ma żartów, za daleko w to zabrniesz i już nigdy możesz z tego nie wyjść.
Podniosłam się z łóżka i spojrzałam na tackę z jedzeniem. Najzwyklejszy jogurt naturalny i dwie mandarynki. Nawet tego nie ruszę! Położyłam się na materacu i mimo, że mój żołądek domagał się jedzenia zdusiłam wszelkie odgłosy wewnętrzne i nawet nie odnotowując momentu w którym przykryłam się ciepłą kołdrą, zasnęłam.
Miałam piękny sen. Śniło mi się, że znowu jestem z rodzicami. To był taki piękny, realny sen. Obchodziliśmy urodziny taty, razem z mamą kupiłyśmy mu nowy zegarek, bo stary zmoczył wodą. Nowy był wodoodporny i bardzo elegancki. Pamiętam słowa mamy ze snu "mamy mało czasu Nicolasie, musimy ją odnaleźć...".
Szarpnięcie wyrwało mnie z beztroskiego świata marzeń. Teraźniejszość powraca ,Hope. Uchyliłam powieki, a światło żarówki wkradło się niezaproszone i oślepiło mnie chwilowy. Przetarłam twarz i oczy dłońmi. Rozbudziłam się bardziej i spojrzałam na osobę, która stała tuż nade mną, obok łóżka.
-Daniel...w czym Ci pomóc?- uśmiechnęłam się sztucznie,a mój głos ociekał ironią i sarkazmem.
-Za chwilę Nat przyniesie kamerę i zrobimy to co trzeba. Może to w końcu Cię obudzi.
-Nat to skrót od Natalie Suka ? Czy Natalie Dziwka?- wyrzuciłam z siebie to zdanie jak najszybciej, aby mógł usłyszeć je w całości. Nawet nie przejęłam się kiedy jego ręka wylądowała na moim policzku. Poczułam tylko jak ciepła ciecz wypływa mi z nosa. Krew. Co za sukinsyn!
-Nawet nie próbuj tak o niej mówić, bo zaraz mogę zrobić dziwkę z ciebie!- w tym samym momencie drzwi się otworzyły, a do środka weszła szczupła blondynka. Wyglądała nieskazitelnie, Jasna cera, blond włosy związane w wysokiego kucyka. Była ubrana w czarne spodnie i tego samego koloru koszulkę. W rękach trzymała kamerę i statyw.-Świetnie, że jesteś już miałem ochotę rozszarpać ją na drobne kawałeczki.
-Właśnie widzę, w sumie to dobrze, że już ma trochę ran i cieknie jej krew. Poza tym jest wychudzona. To będzie wyglądało naprawdę realistycznie.- odpowiedziała swym aksamitnym głosem, wpatrując się we mnie podczas rozstawiania statywu. Gdy w końcu ustawiła kamerę idealnie w moim kierunku, wyjęła z tylnej kieszeni czarny materiał i rzuciła go w stronę szatyna, który w odpowiednim momencie go złapał.-To jak? Zaczynamy?-chwilę zmieniała ustawienia kamery, a w rezultacie światło lampy po raz kolejny mnie oślepiło.
I wtedy poczułam niepokój w dole brzucha. Działo się coś złego, a ja nawet nie reagowałam. Czułam strach wewnątrz, ale żadna z tych emocji nie zmieniła wyrazu mojej twarzy. Nadal byłam chłodna i stanowcza pomimo tego wszystkiego, co rozwalało mnie od środka.
-Tak, zaczynamy. - czarnym materiałem okazała się być kominiarka z małymi wycięciami na oczy i usta. Daniel stanął tak, aby być widocznym na obrazie wyświetlanym przez kamerę. Przeniosłam wzrok na Natalie, która szczerzyła się widząc wszystko w małym podglądzie. - Hope jest przetrzymywana u mnie i do momentu gdy nie zostaną mi dostarczone wszelkie dokumenty archiwalne z rozpraw z roku 2009, nie zobaczą państwo córki już nigdy. Ostateczny termin to dwunasty września do godziny dziewiętnastej pod starym zakładem "Pumpins". Proszę mieć na uwadze bezpieczeństwo i życie córki.- słowa docierały do mnie, ale ich sens już niekoniecznie. siedziałam sztywno a wcześniej spływająca krew zaschła tuż nad górną wargą. To ja miałam zadziałać, a teraz ten popierdolony typ wymusza coś na moich rodzicach. Nie mogłam pozwolić na to.
-Nie!-wykrzyknęłam jak najgłośniej i najszybciej jak potrafiłam.-Dam sobie ra...-jego ciężka ręka po raz kolejny wylądowała na moim policzku, potem na brzuchu. Z pozycji pół siedzącej powróciłam do leżnia na materacy i przyjmowaniu ciosów. Brzuch. Żebra. Twarz.
-Teraz już przesadziłaś. Zrozumiesz o co mi chodzi.-kolejna partia ciosów, a ja coraz mniej czułam. Powieki opadały, a cały obraz był przymglony. Pomiędzy ciemnością dosłyszałam jeszcze stłumione "stop" i odleciałam.

Jak tam majóweczka, kochani? Ja przez <albo dzieki :D > maturom siedzę jeszcze w domku, co jest plusem i powinnam siedzieć i pisać dalsze rozdziały, ale jako, że moim trzecim imieniem jest LENISTWO to łatwo dopowiedzieć sobie dalszą część historii.
Jak tam matury idą? :D
Wiem, że mogą pojawić się błędy, ale wybaczcie ta piękna pogoda za oknem nie pozwala się na niczym skupić ^.^
Udanego dnia !

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego