• Wpisów:13
  • Średnio co: 95 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 22:05
  • Licznik odwiedzin:3 896 / 1340 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zaczynamy MARATON z "Abducted" ! Ja wiem, że Wy się cieszycie ! Rozdział I już jest, ile dziś dodam? Sama nie wiem
***
Po wyjściu spod prysznica pachnę męskim żelem. To jedyny, który znalazłam, po pięciominutowych poszukiwaniach. Czy ta blond suka też jest zmuszana do kąpieli żelami swoich przyjaciół? Zapewne nie. Daniel pewnie dba o swoja przyjaciółkę jak o swoja własny tyłek. Wiem już coś o tym.
Schodzę na dół po schodach. Muszę dostać się do kuchni, nie jadłam ostatnio za dużo. Z każdym krokiem moje żebra bolą. Kładę przedramię tuż pod piersiami i delikatnie uciskam to miejsce, aby móc swobodnie zejść. Nawet nie wiedziałam, że moje żebra mogą sprawiać aż taki dyskomfort, albo to siniaki na brzuchu ? Kto wie.
W kuchni nic się nie zmieniło. Podchodzę do lodówki i wyjmuję mleko, Odkręcam nakrętkę i przechylam sporą butelkę w stronę moich ust. Biały płyn wlewa się do mojego gardła i jestem zadowolona. Suchość ustępuje a ja mogę zabrać się za przygotowanie normalnego posiłku. Odstawiam opakowanie i wyszukuję znanych mi składników. Tak dawno nie sama nie przygotowywałam.
W końcu znajduję twaróg i brokuły. Ktoś zaoszczędził mi czasu i je ugotował. W górnej szafce lokalizuję miseczkę do której wrzucam twaróg, który po chwili rozgniatam widelcem. W koszyku na blacie są warzywa w ty czosnek, który jest mi potrzebny. Szkoda, ze to tylko trzy ząbki, ale jestem tak głodna, że nawet te trzy ząbki mi wystarczą. Na chwilę odrywam się od przygotowań i zabierając czajnik elektryczny podchodzę do zlewu, gdzie nalewam wodę, którą zagotuję. Wracam na poprzednie miejsce, odstawiam czajnik i zabieram się za obieranie czosnku, który już po kilku minutach jest idealnie pokrojony. Słyszę, że woda zaraz będzie ugotowana, więc przeszukuję szafki. Jakikolwiek kubek jest moim celem. Irytuje mnie to, że czajnik się wyłącza a ja dopiero odnajduję miejsce ,w którym znajdują się kubki, herbaty i kawy. Śpiesząc się wrzucam torebkę czarnej, zwykłej herbaty i zalewam ją wrzątkiem. Pozwalam chwilę torebce popływać po powierzchni wody , aby zabarwić płyn. Wyrzucam mokry materiał do śmietnika stojącego przy wejściu do kuchni. Podchodzę do lodówki i odnajduję majonez i jogurt naturalny. Łączę twaróg z czosnkiem, przyprawami, majonezem i jogurtem. Wlewam sos do miski w której znajdują się ugotowane brokuły. Jestem zadowolona. Tak dawno nie jadłam tego dania. Stawiam miskę z brokułami i herbatę na stole. Jakimś cudem lokalizuję widelec i rzucam się na miskę pełną pysznego jedzenia.
-Dobrze jest widzieć cię jedzącą.- słyszę i brokuł, który właśnie wzięłam do buzi prawie staje mi w gardle. Udaje mi się go połknąć i popić ciepłą herbatą. Podnoszę wzrok. Daniel stoi oparty ramieniem o framugę drzwi. Przebrał się. Teraz ma na sobie ciasne, ciemne jeansy opinające jego umięśnione nogi. Na górze widnieje czarna koszulka z niezidentyfikowanymi białymi wzorami. Włosy ma zmierzone. A na nogach widnieją czarne buty 'Nike'. Wygląda naprawdę dobrze.-Cieszy cię ten widok ?-szczerzy się do mnie jak ten idiota z telewizji reklamujący usługi bankowe dla emerytów.
-Och wal się.-jęczę
-Dobrze, że wracasz do formy. Pyskówka, to to, za czym tęskniłem. Co jesz? -pyta i odchodzi do mnie. Odsuwa krzesło od stolika i podsuwa je w moją stronę. Siada a jego kolano styka się z moim udem. Patrzymy sobie prosto w oczy. Jego zielone tęczówki są takie hipnotyzujące.
-Brokuły z sosem czosnkowym.
-Teraz na pewno nie będę cię całował, dopóki nie umyjesz zębów.
-A kto w ogóle mówił o całowaniu.- na jego twarzy widnieje grymas niezadowolenia.-Chcesz spróbować?-pytam ciekawa, chcę sprawdzić czy smakowałoby mu danie przygotowane przeze mnie.
-No dobrze, ale będę musiał jeszcze raz umyć zęby.
-Nie zaszkodzi ci.
-Eyyy ! Dawaj tego widelca, bo mi się spieszy.
-Myślałam, ze weźmiesz swojego.-pokazuję język i podaję mu mojego sztućca. Zabiera mi metal z ręki i nabija zielone warzywo, które macza w białej mazi. Wkłada do buzi i przez chwile nie wiem co myśleć. Wypluje go ? Smakuje mu?
-Jak dobrze, że w New York'u będziesz mi gotowała...-chwile jeszcze przegryza w ustach posiłek i połyka. Jego jabłko Adama porusza się. Jak ta idiotka przyglądam mu się. Co jest ze mną nie tak?-Pyszne.
-Cieszę się, ze ci smakuje. Mogę wiedzieć, gdzie się spieszysz i dlaczego zostawiasz mnie na pastwę tej blondyny?
-Muszę załatwić kilka spraw związanych z naszym jutrzejszym wyjazdem. Istnieje jeszcze Jamie. Z tego co się orientuję przyjaźnicie się.
-Pokłóciliśmy się. Chyba... sama nie wiem. Nie chcesz mnie zabrać ze sobą ?
-Porwałem cię. Na pewno policja poszukuje cię nie tylko w Washyngtonie.
-Okey. Rozumiem.
-Nie chcę narażać ani ciebie ani siebie. Wrócę jak najszybciej. Obiecuję.
-Nie śpiesz się, załatw wszystko.- uśmiecham się i odbieram mu srebrne narzędzie. Wracam do jedzenia. Czuję, że wstaje ale nie odwracam wzroku od miski z której zniknął prawie cały posiłek. Wciąż jestem głodna. Kątem okaz zauważam jego nogi tuż obok mnie, chwile później jego ciepła dłoń odnajduje mój policzek i mój wzrok zostaje odciągnięty od miski patrzę prosto w jego tęczówki z uniesioną twarzą. Zbliża się i muska moje usta delikatnie pogłębiając pocałunek. Rozchylam wargi i pozwalam mu na pociągnięcie zębami dolnej. Odsuwa się z chytrym uśmiechem na twarzy.
-To jest zapłata za jednego brokuła. Pomyśl sobie jaka będzie za wszystkie posiłki.
"Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę o tym myśleć."
I wtedy przed moimi oczami przetaczają się obrazy, których naprawdę nie chciałabym widzieć. Są bardzo intymne...To jego wina! Po co wypowiedział to ostatnie zdanie.
-Nie patrz tak, bo będę zmuszony zostać w tym domu i nie wyjedziemy jutro. Zagwarantuję ci to jeśli nie przestaniesz tak patrzeć. Zboczuszku. - jego uśmiech poszerza się, moje usta zostają obdarowane szybkim całusem i po chwili znowu zostaję sama w tej dużej kuchni.
Mogłabym się przyzwyczaić do życia w samotności, to nie jest aą takie złe. Co ja gadam? Ja zawsze żyłam w samotności
~*~
Daniela nie ma już prawie od trzech godzin. Chciał się pospieszyć, ale widocznie zatrzymały go jakieś ważne sprawy. Na moje szczęście nikt się nie przejął moja samotnością i nie chciał mi towarzyszyć w jakże interesującym sprzątaniu pokoju Daniela. Udało mi się poukładać wszystkie jego ubrania, zrobiłam małe pranie składające się wyłącznie z kilku moich ubrań. A teraz leżałam na łóżku a wzrok utkwiłam w suficie. Nienawidzę się nudzić. Wstaję z łóżka i zmierzam do kuchni po raz kolejny dzisiejszego dnia. Chcę przygotować jakiś obiad dla Daniela. W lodówce znajduję dwie świeże papryki i mięso mielone włożone do specjalnego pojemnika. Pierwsze co robię to kroję na pół warzywa i pozbywam się nasion. Przyprawiam mięso według mojego własnego gustu i wkładam je do wyczyszczonej papryki. Mam nadzieję, ze Daniel za chwile się pojawi, bo obiad będzie gotowy za jakieś dwadzieścia minut.
Jem sama. Jego porcję wstawiam do lodówki, na później. Idę do salonu, gdzie kładę się na kanapę i zabierając pilot ze szklanego stolika włączam telewizor wiszący na ścianie. Przełączam kilka kanałów i w końcu znajduję jakiś film, który wymaga małego zaangażowania procesów myślowych.
W końcu usypiam, a towarzyszy mi grający w tle film. Naprawdę nie lubię łamania obietnic. Pozwalam sobie na sen i naprawdę czuję się lepiej gdy się budzę. Spoglądam na elektryczny zegarek stojący na małej komodzie pod telewizorem. 19:53. Nieźle poszalałam, ale to chyba też wina tego, że moje żebra wciąż bolą i sprawiają, że czuję się słaba fizycznie.
Podniosłam się i cicho na paluszkach udałam się na górę do sypialni Daniela. Pamiętam, ze gdy ostatnio tu byłam po podłodze nie walały się żadne ubrania. Wrócił. Kiedy? Jak? Gdzie? Podniosłam dwie koszulki i zamarłam. Jedna należała do kobiety. Nie dość, ze pachniała drogimi perfumami to na prawej stronie znajdował się nadruk białego króliczka. Obok łóżka walały się ciemne jeansy Daniela i biała spódniczka. Świetnie. Opuściłam pokój i ruszyłam w stronę drzwi łazienki. Już na korytarzu było słychać stłumione jęki. Gdy podeszłam do drzwi tylko upewniłam się, że mój plan nie wypali, a Daniel jest o prostu cholerny dupkiem.

Przyznam, zakuło mnie w sercu, bo słowa, które po raz pierwszy od tak dawna usłyszałam, okazały się być po prostu zwykłym kłamstwem. Odsunęłam się bezszelestnie od drzwi i ruszyłam ku schodom. Na korytarzu rozejrzałam się, czy aby na pewno nikt mi nie zagraża i wyszłam. Pełna gniewu i żalu. Nie chciałam wracać do tego domu już nigdy. To chore jakie stosunki dzieliły mnie z moimi porywaczami. Daniel wspominał, że dom znajduje się kilometr od obrzeży Seatle. Sądzę, ze w piętnaście minut dojdę tam, a gdy w końcu znajduję się bliżej cywilizacji i normalnego świata będę myślała o tym co zrobię dalej.



  • awatar Zakira Luna: Super! Już kiedyś to powiedziałam ale powtórzeń: uwielbiam Daniela :D ,,W końcu znajduję twaróg i brokuły. Ktoś zaoszczędził mi czasu i je ugotował.''- co ugotował? Twaróg i brokuły? :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Powoli odsuwam swoje usta od jego i zaczerpuję potrzebnego mi oddechu. Długi, namiętny pocałunek, który mi zafundował na rozładowanie gniewu pomógł bardziej niż mogłabym się spodziewać. Jego ramiona wciąż oplatają moje ciało, a ja próbuje się wydostać z jego objęć.

-Puścisz mnie?-pytam lekko zachrypniętym głosem.

-Nie.

-Dlaczego ?- pytam zaciekawiona powodem.

-Bo ja wyznałem swoje uczucia do ciebie, a teraz czekam na to co ty masz mi do powiedzenia.

-Dobrze całujesz, zadowolony? Nie oczekuj ode mnie czegoś więcej, tylko na tyle mnie stać. Wciąż jesteś moim porywaczem jak i nie prześladowcą, to chore.

-Właśnie się całowaliśmy.

-No i co z tego? - jego ręce opuszczają moje ciało, ale od razu przenoszą się w stronę włosów, które są nerwowo przeczesywane. Czuję się swobodniej bez jego dotyku na moim ciele i odsuwam się o dwa kroki.

-”No i co z tego?” ?! Nie całuje się z każdą napotkana laską, mam jeszcze jakieś uczucia, ale ty chyba najwidoczniej nie. To, że jestem twoim porywaczem nie oznacza, że nie jestem facetem. Nie jestem ślepy na twoje walory. Jesteś kobieta i podobasz mi się pod wieloma względami. Żałuję tego co zrobiłem, naprawdę...

-Wiem, słyszałam twoja przemowę.- przerywam mu.- W sumie smierć nie jest złym rozwiązaniem kiedy wszyscy w tym domu cie nienawidzą.

-Jutro się wyprowadzamy. Ty i ja. W lepsze miejsce.

-Jest miejsce lepsze od tego? To kompletna dzicz. Zero cywilizacji, poza waszą trojką.

-To nieprawda, po prostu nasz dom jest dobrze skryty. Kilometr na północ droga polna i jestesśna obrzeżach Seatle.

Co? Seatle? Wywieźli mnie tak daleko od Waszyngtonu? Do cholery jasnej.

-Dlaczego wywieźliście mnie tak daleko od Waszyngtonu ?

-Żeby było bezpieczniej.

-To jest taka długa podróż! Co wyście mi dali?! Poza tym jak Wam udało się mnie ukrywać na granicach?

-Wstrzyknęliśmy ci niewielką ilość kannanibolu. Reszty ci nie zdradzę, bo to za wcześnie.

-Jesteście poważnie chorzy.

-Ciesz się, ze trafiłaś w moje ręce, wiesz ile ludzi chciało cie mieć? Na kartę przetargową?- potrząsam głową.- Ze mną jesteś bezpieczna. Naprawdę już cie nie skrzywdzę jesteś dla mnie zbyt ważna.

Mam już dość tych jego wyznań. Ja tego nie potrzebuję. Nie od niego. On jest mi zbędny do życia, a tym bardziej jego wyznania. Chociaż...W mojej głowie kiełkuje plan, który może sprawić, ze będę silniejsza i będę trudniejszym celem dla wszystkich. Muszę chociaż spróbować.

-Cieszę się. Skoro to tutaj. Z tobą jestem bezpieczniejsza, to jest dobrze mi tak.-jego sylwetka znowu się do mnie zbliża a jego dłoń delikatnie pociera skórę mojego policzka.

-Dobrze, że to rozumiesz. Teraz powinnaś się położyć wciąż jesteś bardzo słaba.

-Chciałabym wziąć prysznic. Czuję się strasznie od względem higieny. Proszę.

-Mam nadzieję, że doktor Flynn mnie za to nie zabije, ale dobrze. Pomóc ci w czymś?

-Jeśli mógłbyś mi załatwić jakąś nowa piżamę? Byłoby miło.

-Jasne. Wolisz koszulkę na krótki rękaw czy długi?- pyta podchodząc do szafy.

-Wystarczy na krótki rękaw.

-Jutro gdy dojedziemy do Nowego Yorku, pójdziemy na zakupy.-podaje mi czarną koszulkę w dekolt w serek i szare dresy.

-Ale w Nowym Yorku...

-Najciemniej pod latarnią, skarbie.- i wyszedł z pokoju. To jest okropne, tak naprawdę będę tak blisko moich rodziców, ale to takie nieoczywiste, że właśnie tam będę. Najciemniej od latarnią.

Kocham Was dlatego dodaję Wam nowy rozdział.
Zamiast robić film na chemie, o tak tak

  • awatar My imaginary world♥: Świetny! <3
  • awatar Lisa Angels: A ja się z tego niezmiernie cieszę :D Nie masz pojęcia jak bardzo :D(że jest rozdział, a nie, że obijasz się przez nas z chemii) Nasza bohaterka ma plan, ale ciesze się, że nie wrzasnęła na niego, po mogłoby zaprzepaścić wszystkie możliwe opcje jakie stały na nią otworem. Powinna owinąć go sobie wokół palca i niezauważalnie manipulować nim do tego stopnia, że będzie wolna :D No, żeby nie było czekam na next :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ciepło na policzku wybudziło mnie ze snu, jednak powieki wciąż były zamknięte. Musiałam się zorientować kto darzy mnie tak czułymi gestami. Kciuk niechcianego osobnika dotarł aż do mojej powieki i delikatnie przetarł wciąż opuchnięte i sine miejsce.
-Jesteś taka denerwująca.- to nie był głos, którego się spodziewałam. Moje ciało się spięło, ale od razu się za to skarciłam. Chciałam posłuchać, co Daniel ma powiedzenia, a przez takie reakcje mojego ciała, łatwo mógł się domyślić, że podsłuchuję.-Irytujesz mnie. Sprawiasz, że mam ochotę rozwalić wszystko. Jedno słowo, które opuszcza twoje usta, a ja mam ochotę coś zniszczyć. A co najgorsze chciałbym aby to twoją twarz pokryły siniaki. Ja wiem, że to głupie i naprawdę mam tak pierwszy raz. Pierwszy raz uderzyłem kobietę i to powinien być ostatni raz, ale kiedy ty rzucasz swoje uwagi, moje nerwy po prostu nie wytrzymują. Ja nie wytrzymuję. Miałaś być tylko przedmiotem. Przedmiotem, który miał mi zapewnić przyszłość, a jesteś moją cholerną słabością. Nikt mnie nie zrozumie, bo przecież to był mój pomysł. Chciałem cie uprowadzić, żeby mieć czystą kartę, a teraz co? Tkwię w tym uczuciowym bagnie. Pierwszy raz chcę się troszczyć o kogoś i to mnie przeraża, bo ty dajesz mi tyle powodów do złości, a wiem, że jeśli cie skrzywdzę będę tego żałował. To jest chore. Mieszasz we mnie. Staje się jakimś mięczakiem, przez dziewczynę, która miała nic nie znaczyć.-auć, to akurat zabolało. Jego dłoń sunie ku mojej szyi, gdzie zatrzymuje się, a jego palce muskają moją skórę. Wszystko co mi powiedział, mąci mi w głowie. To jest po prostu nie możliwe.-Dlatego powinienem to skończyć. Teraz sprawy nabiorą tępa. Już niedługo będę wolnym człowiekiem, a ty będziesz...-i do cholery, serio? Akurat teraz ktoś musiał zapukać? Jego dłoń opuściła moją skórę, zostawiając przyjemne ciepło.
-Proszę !-po pomieszczeniu rozszedł się jego głos, a odgłos lekko skrzypiących zawiasów uświadomił mnie w tym, że kolejna osoba pojawiła się w sypialni Daniela.
-Słuchaj, rodzice tej suki właśnie zadzwonili, chcą z nią gadać, co robimy ?- to Natalie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a w głowie zaczęłam układać scenariusz,w którym ją uśmiercam.
-Po pierwsze nie nazywaj ją suką, Natalie. Daj mi ten telefon i możesz wyjść stąd.
-Powaliło cię już do końca idioto ! Może mi jeszcze powiesz, że się w niej zakochałeś...-cisza w pomieszczeniu uświadomiła tylko wszystkich, że słowa, które padły z ust Natalie zostały wypowiedziane w rzeczywistości.-No to świetnie! Teraz już naprawdę trzeba się jej pozbyć ! - krzyknęła, a ja uznałam, że to odpowiedni moment, aby dowiedzieli się o tym, że już nie śpię. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Co się tu dzieje, do cholery?-zapytałam głosem wypranym z uczuć.
-Masz ten pieprzony telefon, twoja mamusia zaraz zadzwoni.- blondyna rzuciła telefon na łóżko i wyszła.
-Natalie ma gorszy dzień.- próbował ją wytłumaczyć, ale ja już przecież wiem, że chcą się mnie pozbyć. Jestem tylko problemem, a gdy uzyskają to co pragną stanę się bezużytecznym problemem. Do cholery i tak umrę, a to tylko dlatego, że urodziłam się w rodzinie powiązanej z prawem.
-Nie obchodzi mnie to. Naprawdę.- czy to jakieś żarty? Dlaczego mój głos brzmi na taki zmęczony i przygnębiony. Hope, weź się w garść dziewczyno. Telefon leżący na łóżku rozniósł po pomieszczeniu wesołą melodię, a ja czym prędzej dorwałam się do komórki. Zielona słuchawka i właśnie nadszedł moment, w którym miałam się przekonać czy dożyję starości.
-Mamo ?- zapytałam roztrzęsionym głosem, nie Hope, tylko nie becz przy nim. Trzymaj to w sobie dziewczyno.
-Hope, dobrze cię słyszeć córeczko. Ciesze się, ze jeszcze żyjesz.-co?-A teraz mnie posłuchaj uważnie. Razem z tata nie możemy ci pomóc, bo to czego żądają ci ludzie, jest nie do zrealizowania.-ale że jak? To się nie dzieje naprawdę.
-Co? Mamo o czym ty do mnie mówisz...Ty chyba żartujesz?
-Nie, kochanie. Moja praca wiąże się z takim ryzykiem, oczywiście. Jesteś moją córką i kocham cię, naprawdę cię kocham, ale zrozum, ze jeśli takie dokumenty zostaną udostępnione, to, że jako sędzia jestem przegrana. Musisz to zrozumieć i pogodzić się z tym. Oczywiście policja próbuje cię jakoś uwolnić, tata jest zaangażowany w to wszystko równie mocno jak ja...
-Nie, daj spokój. Po prostu pozwól mi tutaj zdechnąć! Niech twoja posada i opinia nie zostaną naruszone. Masz rację. I tak zawsze nie byłam perfekcyjną córeczką, taka jaką potrzebowaliście. Do dupy z Wami. Do dupy z tym wszystkim. Mam nadzieję, że to nasza ostatnia rozmowa a oni zaraz wpakują mi kulkę ewentualnie dwie.- zakończyłam połączenie i rzuciłam telefon przed siebie, tak, że zderzył się ze ścianą i rozpadł na kawałeczki. Po moich policzkach popłynęły łzy. A wraz ze łzami ból, smutek, pogarda, żal. Co jest ze mną do cholery nie tak ?
Zanim do mojego mózgu dociera to co robię, jestem przy Danielu a moja ręka loduje na jego policzku. Dźwięk jest przyjemny dla ucha, ale wiem, że to co się stanie potem może być moim najgorszym koszmarem.
-Teraz gdy w końcu to zrobiłam, możesz mnie zabić. Pozwalam ci! Wyjmuj spluwę i pozbądź się problemu!-krzyczę a jego zielone tęczówki patrzą na mnie w niezrozumieniu. Gdy dociera do niego co mówię, jego sylwetka prostuje się i zbliża się do mnie o krok. Stoimy blisko. Dzieli nas mała przestrzeń, co może skończyć się naprawdę źle. Jego ręce oplatają moją talię i łączą się na plecach. Jesteśmy jeszcze bliżej. Patrze prosto w jego tęczówki, ale nie widzę furii. Jest spokojny. To nie tego się spodziewałam, coś jest nie tak. Staram się wyrwać z jego uścisku, ale jego ramiona przyciągają mnie jeszcze bliżej.
-Nie mógłbym Cię zabić, nie mógłbym ci wyrządzić krzywdy. Nie mogę też pozwolić sobie na utratę ciebie...
-Tak wiem, jestem kartą przetargową...
-Nie! Daj mi skończyć. Nie pozwolę ci odejść ani cię zabrać, bo cię kocham....- głośno wciągam powietrze i prawie się nim krztuszę. To najgorszy dzień mojego życia. Jego twarz w ciągu kilku sekund zbliża się do mojej, a jego ciepłe, delikatne usta lądują na moich. Żądza z jaką jego wargi napierają na moje sprawia, że poddaję się i oddaję pocałunek. Jego język delikatnie dotyka mojej dolnej wargi a ja rozchylam usta i pozwalam, aby pocałunek stał się pewnego rodzaju obietnicą. Stoimy na środku jego sypialni, splątani przez jego ramiona i nasze usta. Moje ręce wspinają się po jego ramionach do szyi, gdzie jedna z nich zostaje, a druga wspina się do jego brązowych włosów, w których zatapiam swoją dłoń i je szarpię. On,mój porywacz i ja,jego karta przetargowa..Wiem, że to złe. Wiem, do cholery połowa mojego życia to błędy, ale skoro mamy uczyć się na błędach, to chce ich popełniać jak najwięcej.


Ten rozdział jest jednym z moich ulubionych. Jest dobrze napisany i sama treść w jakiś sposób wciąga. <jatakaskromna>
Nie ważne. Wracam do pisania i blogowania, bo już kurwicy dostaję z tą szkołą. Mam tak beznadziejny okres w moim życiu prywatnym... Liczę na to, że powrót do pisania pomoże mi się podnieść.
A jak mija Wam weekend? Mój jest dobry pod względem wypoczynku, bo staram się być aktywna i zarazem leniuszkować <mojanaturaleniwca>, a z drugiej strony- psychicznej- jest tragicznie, ale co tam.
Tak, będę się Wam żaliła

  • awatar Lisa Angels: JAk! !@#$%^& Serio nie mogę uwierzyć, że jej matka tak ją potraktowała. Normalnie miałam łzy w oczach. To straszne, że niestabilny emocjonalnie porywacz okazał się jej jedynym wsparciem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
-Muszę ją zabrać do mojej przychodni, żeby sprawdzić,czy nie odniosła żadnych obrażeń wewnętrznych, panie Murray.- pierwsze zdanie, które usłyszałam po tym jak się przebudziłam, pochodziło od nieznanego, spokojnego, męskiego głosu.
-Zapłacę każde pieniądze za opiekę na miejscu. Zależy mi na dyskrecji.-odpowiedział dobrze znany głos, który prześladował mnie w ciemności, w którą się ponownie zagłębiłam.
***
Czułam ból każdego możliwego miejsca. Brzuch, żebra, piersi, głowa, szyja, uda. Te dziwne odczucia sprawiły, że obudziłam się. Podniesienie powiek kosztowało mnie wiele wysiłku, a gdy już tego dokonałam okazało się, że część obrazu jest przysłonięta i przymglona. Podniosłam ręce, aby przetrzeć oczy, ale nawet nie dotarłam do twarzy gdy coś zatrzymało prawą kończynę. Przekręciłam obolałą głowę w prawą stronę i zobaczyłam, że jestem podłączona do kroplówki. Lewą ręką oderwałam plastikowy kabelek i podniosłam swoje ciało do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pokój Daniela. Świetnie, wracamy do początku? Wokół łóżka stały porozstawiane urządzenia, które zazwyczaj stoją w szpitalach. Okno znajdujące się naprzeciw łóżka było zasłonięte, co sprawiało, że w niektórych miejscach w pokoju panował mrok i właśnie z ciemności dobiegł mnie ten przerażający głos.
-Hope zostaw to w spokoju i połóż się. Jesteś obolała i na pewno zmęczona.
-Pieprz się.-rzuciłam i zmieniłam pozycję siadając na skraju łóżka. Brzuch bolał mnie niemiłosiernie, ale chciałam mu pokazać, że dam sobie radę bez jego popieprzonej litości. Znalazł się miłosierny Daniel, kochający świat i ludzi, nie czyniący złego. No na pewno!
Cały ciężar ciała przeniosłam na nogi spoczywające na miękkim dywanie. Daniel zbliżył się do mnie, teraz stał w odległości pół metra ode mnie.
-Usiądź na tym łóżku do cholery jasnej!
-Zrobię co chcę. Idź do swojej dziewczyny i wyślijcie nagarnie moim rodzicom. Biegnij do niej. Będzie zabawnie. Obejrzyjcie sobie kolejny raz ten film...chociaż mam lepszy pomysł! Może chcesz jeszcze gdzieś mi przyłożyć?! Chętnie przyjmę kolejne ciosy od damskiego boksera !- wykrzyczałam wszystko w ogarniającej mnie złości, chciałam mu dać do zrozumienia co czułam psychicznie i fizycznie.
-Hope, połóż się w tym kurewskim łóżku i nie pieprz.- mężczyzna był zanadto spokojny, a ja chciałam wszystko mu wygarnąć. Chciałam zacząć kłótnię . Musiałam go sprowokować, ale gdzieś w głębi mnie odczuwałam psychiczny strach przed tym facetem. Ręce trzęsły mi się coraz bardziej a w gardle zalegała gula, przez którą ledwo wypowiadałam zdania kierowane do tego jakże psychicznego człowieka. Nie mogłam okazać strachu przed nim,ale to było silniejsze ode mnie gdy brunet zbliżył się do mnie ja postąpiłam dwa kroki do tyłu. Dwa kroki, które wymagały od mojego ciała zużycia większej ilości energii, której niestety mi brakowało. Ta zabawa nie mogła trwać wiecznie, bo w końcu upadłabym na podłogę bez sił.
-N-nie zbliżaj się...dla dobra mojego i twojego-wydukałam ze ściśniętego gardła. Mężczyzna spojrzał na mnie, a jego szare tęczówki przewiercały mnie. Przez odległość, która nas dzieliła nie mogłam być pewna, ale sposób w jaki na mnie patrzył, był taki opiekuńczy i łagodny. Naprawdę coraz ciężej było mi zorientować się w tym, kim jest mój porywacz. Raz był oschły i zimny, następnym razem ujawniała się jego strona bezlitosnego damskiego boksera a teraz stał przede mną ktoś, kto chciał się troszczyć i opiekować. On był za trudno do poznania. Im bardziej poznawało się go tym trudniej było się go pozbyć. Jego pogmatwana, szalona i rozbudowana psychika sprawiała, że chciało się zagłębić w jego umysł, żeby poznać jego myśli i przeszłość.
„Jezu, Hope o czym ty myślisz?”
Miałam ochotę uderzyć się ale i tak miałam zbyt wiele obrażeń. Odwróciłam się tyłem do mojego prześladowcy i ruszyłam powolnym krokiem w stronę łóżka. Usiadłam na skraju, tak, ze moje nogi zwisały, a stopy nie dotykały chłodnej podłogi.
-Potrzebujesz czegoś ?- jego głos przerwał ciszę która idealnie nas otaczała, maskując niezadane pytania i uwagi, To nie było na moją głowę. Kolejna kłótnia, a co jeśli ten psychopata rzuciłby się po raz kolejny na mnie z pięściami? Mój wycieńczony organizm i tak by tego nie przeżył, a moi rodzice mieliby jeden, duży problem z głowy. Ciekawe czy oddaliby moje ciało rodzicom, czy po prostu zakopaliby mnie gdzieś w lesie ? Tyle pytań....-Hope. Potrzebujesz czegoś?
-Świętego spokoju- rzuciłam poirytowana. Katem oka zauważyłam jak jego tęczówki stają się ciemniejsze, przysłonięte przez złość.-A no i jakbyś mógł poprosić Jamiego, żeby przyszedł do mnie. Wielkie dzięki.- dodałam i ułożyłam się na za miękkim, przez co mało wygodnym łóżku. Trzaśnięcie drzwi dotarło do moich uszu i wiedziałam, ze zostałam sama. Leżałam na białej pościeli w zwykłym granatowym podkoszulku i krótkich spodenkach w podobnym kolorze. Bez namysłu moja prawa ręka powędrowała na kant koszulki i podciągnęła ją do miejsca w którym zaczynają si piersi. Przerażenie i ból sprawiły, że moje serce przyśpieszyło swój niemiarowy bieg.
Cały brzuch był ubarwiony granatem, fioletem i żółcią. Obrzydzenie do mojego ciała, to właśnie czułam. Wiem, ze obrzydzenie do siebie to ostatnie co powinnam czuć, ale tak było. Nie czułam tej wszechogarniającej złości na Daniela, czułam się źle z tym co zdobiło moje ciało.
„Nieźle mnie załatwił.”-przebiegło przez moje myśli. Zsunęłam bluzkę tak, aby zakryła górną część tułowia i przeniosłam wzrok na dolne kończyny, które jak się okazało były lekko obtłuczone. W moich oczach wezbrały się łzy. „Wyglądam jak jakaś łatwa dziewczyna, którą można traktować jak tylko się chce.”
Po pokoju rozniosło się ciche pukanie, które tylko miało obwieścić, że ktoś zaraz wejdzie do środka. Osoba za drewnianą powierzchnią nawet nie czekała na przyzwolenie, po prostu weszła. Moje serce zabiło normalniej gdy tylko ujrzałam tą ciemną, nieogarniętą czuprynę i jego morskie tęczówki. Ucieszyłam się. Ktoś normalniejszy. Ktoś kogo nie bałam się. Jamie mnie odwiedził.
Na twarzy pojawił się uśmiech, którego nawet nie chciałam powstrzymywać. Wydawało mi się, że zaprzyjaźniliśmy się z brunetem, mimo tak krótkiego stażu. Cieszyłam się, bo nawet w tym ponurym miejscu znalazłam kogoś, kto choć delikatnie rozświetlał to wszystko.
Gdzieś głęboko mnie majaczyła nieufność spowodowana, tym, że Jamie jest współpracownikiem-jeśli tak to można nazwać- Daniela. Jednak zachowanie i stosunki z niebieskookim nie pozwalały na t, aby to negatywne odczucie pozwoliło zakorzenić się w mojej podświadomości.
-Martwiłem się, że nie wyliżesz się z tego Maleńka. A tu proszę od samego początku denerwujesz ludzi. - uśmiechnął się szczerze, a ja nie wiedziałam co powinnam odpowiedzieć. To, że Daniel się zdenerwował powinno mu chociaż w mały sposób odpłacić za mój ból fizyczny.
-Jakże dobrze Cię słyszeć, szczególnie te słowa. Naprawdę to mnie podbudowuje.
-Oj no chyba rozumiesz o co mi chodziło.... Z resztą, czy to ważne? Jak się czujesz?
-Użyłabym pięknych epitetów, ale nie chcę, się za mocno denerwować, więc powiem, zę czuję się jak worek bokserski który zdenerwowany osobnik użył, aby pozbyć się negatywnych uczuć.- spojrzałam na niego i widziałam, jak jego szczęka się napina.-Pasuje ci taka odpowiedź?
-Daniel się zdenerwował przed tym jak cię potraktował w ten sposób?-kiwnęłam głową.-Czym?
-Nie chciałam współpracować.-Jamie wyjął z tylnej kieszeni dresów paczkę papierosów. Otworzył czarne, papierowe pudełeczko i wyciągnął zapalniczkę. Włożył tą namiastkę tytoniu między wargi i drżącą ręką podpalił końcówkę. Denerwował się. Zaciągał się gwałtownie, a końcówka żarzyła się na pomarańcz i delikatną czerwień. Uśmiechnął się głupio po czym wyciągnął papierosa spomiędzy warg.
-Nawet nie wiesz ile miałaś szczęścia, że uszłaś z tego z życiem.- i zostawił mnie. Samą z miliardem nasuwających się pytań.

Wiem, w cholerę długo mnie nie było, ale poświęciłam się dla szkoły. I najprawdopodobniej będę miała moją najwyższą średnią w życiu, a to TECHNIKUM.
Zrozumiem jeśli wszyscy oleją ten post
  • awatar Zakira Luna: Może zabrzmi to dziwnie, ale nawet lubię tego Daniela- bynajmniej nie chodzi mi o zachowanie, ale o to że jest taki...charakteny, wyraźny..nie wiem czy wiesz co mam na myśli :D co do odczuć głównej bohaterki względem jego to nasuwają mi się dwa słowa: syndrom Sztokholmski ;)
  • awatar książkoholiczka123: genialne jak zawsze <3
  • awatar Lisa Angels: Ale się naczekałam, a do tego dostałam strasznie krótki rozdział. Nie rozumiem Daniela... jest taki nie przewidywalny. Oczywiście życzę, by twoja średnia była jak najlepsza i byś jednak w miarę szybko dodała rozdział :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z łazienki wygonił mnie Daniel, dobijając się do drzwi. Nie wiedziałam o co mu chodziło tym razem. Te jego zmienne humorki.Przekręciłam klucz w drzwiach i uchyliłam drewnianą powłokę. Przede mną stał zdenerwowany facet, zabijający mnie wzrokiem.
-O co chodzi?- zapytałam obserwując zmieniające się zachowanie tego mężczyzny.
-O co mi chodzi ? Jak ty się zachowujesz ! Nie dość, że kurwa śpisz w normalnych warunkach,jesz to jeszcze masz czelność tak pyskować do moich przyjaciół! Nikt mnie tak nie wkurwia jak ty!
-No to świetnie. Widocznie moje zadanie zostało zakończone. A ta twoja przyjaciółka klei się do Ciebie jak jakaś...-zabrakło mi słowa, ale Daniel chyba uznał, że to i tak wystarczająco, bo pojawił się obok mnie tak, że ledwo zarejestrowałam to, że pchnął mnie na ścianę z tak wielką siłą. Ból rozniósł się po ciele dopiero po kilku sekundach.
-No dokończ! Proszę bardzo!
-Jak... dziwka- wydukałam nadal cierpiąc z bólu. Daniel stanął jeszcze bliżej a jego ręka powędrowała na moją szyję, zacisnął moje gardło a ja powoli traciłam możliwość swobodnego oddychania. Powietrze, które jakimś cudem docierało do moich płuc wcale mi nie pomagało, wręcz przeciwnie, jakby ręka bruneta jeszcze mocniej zaciskała moją obolałą skórę.- Powinnaś docenić to, że się staram zapewnić Ci jak najlepsze warunki. A Ty nawet tego nie doceniasz. Rozpieszczona gówniara, której rodzice dają wszystko... Zaraz się przekonasz jak to jest doceniać to co się ma. Życie jest brutalne zabiera nam wszystko zanim się obejrzymy...
Jego ręka zbyt gwałtownie opuściła moją szyję, a moje ciało samoistnie osunęło się wzdłuż ściany. Łapałam powietrze tak jakby ktoś zaraz miał mi po raz kolejny odebrać jego dopływ. Powietrze było najważniejsze. Czułam jak moje drogi oddechowe wracają do stałego trybu. Minęło zaledwie kilka sekund, które dla mnie trwały jak wieczność. Poczułam,że ramiona Daniela oplotły moją talię i zostałam przerzucona przez jego ramię. Byłam tak bezsilna, że nawet nie rzucałam się. Dałam spokój z walką, ten facet i tak był ode mnie większy i silniejszy nie miałam szans w starciu z nim. Zeszliśmy na dół i już myślałam, że kierujemy się do kuchni gdy nagle skręciliśmy w dalszą część korytarza. Dotarliśmy do czarnych, drewnianych drzwi znajdujących się dokładnie na przeciwko wejścia do domu, gdy jedna ręka Daniela opuściła moje ciało, aby uchylić drewnianą powierzchnię. Przesunęliśmy się w głąb pomieszczenia, a ciemność otoczyła nas zewsząd. Wolną ręką zapalił światło i ruszył w dół, po schodach. Szara podłoga, tylko tyle widziałam. Kolejne drzwi i w końcu się zatrzymaliśmy. Zostałam upuszczona na zimną podłogę. No tak, to takie naturalne, żeby rzucać dziewczyną.
Nagle pomieszczenie oświetliły promienie sztucznego światła, rzucanego z lampki zawieszonej wysoko nade mną, na srebrnym łańcuchu. Rozejrzałam się wokół spanikowana. Jednoosobowe łóżko. Szara podłoga. Szare ściany.
-Rozgość się, mam nadzieję, że będziesz się świetnie bawiła...-zdążyłam tylko zarejestrować jego chytry uśmiech nim cała jego postać zniknęła za ciemnymi drzwiami. Drzwiami, których klamka znajdowała się tylko po jednej stronie i na pewno nie po mojej. Westchnęłam przeciągle i podniosłam się z zimnej podłogi, o ile zwykły beton można nazwać podłogą.
Muszę kiedyś sobie pogratulować za moje pyskówki. Gdyby nie mój długi język na pewno miałabym o wiele mniej zmartwień, ale nie, przecież muszę walczyć o swoje ! Przeklęte geny...
Usiadłam na skrzypiącym, starym łóżku. Pościel była wymieniona, bo pachniała świeżością i proszkiem do prania. Chociaż tyle z moich luksusów.Podkuliłam nogi i oparłam brodę o kolana wpatrując się w drzwi.
TRZY DNI PÓŹNIEJ
Codziennie rano Jamie przynosił mi śniadanie, które odbierał w porze obiadu, bo nawet nie tknęłam jedzenia. Tak samo było z obiadem i kolacją. Jedyne co spożywałam to woda, którą dostawałam tylko wtedy gdy przychodził Jamie. Musiałam ją wypić przy nim i oddać szklankę. Przez te trzy dni nawet nie słyszałam co z Danielem. Oczywiście miałam nadzieję, że ktoś go zakopał sześć metrów pod ziemią, jak najdalej od jakiejkolwiek cywilizacji. Mimo, ze mój plan był nierealny to cieszyłam się z wizyt Jamie'go. Zagadywał do mnie za każdym razem, potrafił mnie chociaż trochę podnieść na duchu, zważając na sytuację w której się znajdowałam- wychodziło mu to.
Właśnie leżałam wpatrując się w sufit, gdy drzwi się otworzyły a do mojego pokoju wdarło się jeszcze więcej sztucznego światła. Czyżby kolacja? Odwróciłam głowę, która po chwili wróciła na poprzednie miejsce. Daniel mnie odwiedził.
-Masz to zjeść.-zostawił tacę i wyszedł odbierając mi dodatkowe źródło światła.Przysięgam, że życie bez promieni słonecznych jest bardzo męczące mimo, że w tym regionie częściej przeważał deszcz, to zatęskniłam za Słońcem. Trzy dni przy zwykłej żarówce sprawiły, że popadłam w dziwne humory. Ciągle analizowałam i myślałam. Powoli już miałam tego dość, ale skoro chciałam wywalczyć coś MUSIAŁAM tu jeszcze wytrwać do momentu, gdy Danielowi znudzi się przetrzymywanie mnie, a jego mały móżdżek odnotuje, że w niczym mu nie pomogę. Szczególnie w okradaniu mojej własnej rodziny. Szczególnie mamy, której w przeszłości i tak przysporzyłam wiele bólu,żalu, i problemów. Jak każda nastolatka miałam okres buntu. Byłam rozchwiana osobowościowo i emocjonalnie, trafiłam na nieciekawych ludzi i tak zaczął się horror, który zgotowałam moim rodzicom.Byłam w trzeciej klasie liceum kiedy moje życie zaczęło staczać się w dół. Początkowo były tylko wagary, przesiadywanie na działkach, palenie papierosów i picie alkoholu. To był początek, koniec końców razem z moimi "przyjaciółmi" wylądowaliśmy w klubie, w którym nie sprawdzali nikogo. Byliśmy stałymi klientami. Moi znajomi znaleźli sobie dilera, który "mało brał, wiele oferował", na początku byłam niechętna temu żeby ktokolwiek z nich wmieszał się w to wszystko, ale gdy w końcu spróbowałam...już nie potrafiłam sobie odpuścić. Kradłam żeby mieć pieniądze na towar, a co najgorsze wynosiłam wartościowe przedmioty, zastawiałam je i kupowałam to co ciągnęło mnie w dół. Nadszedł czas gdy rodzice zauważyli ubywające rzeczy i zaczęli dochodzi. Wpadłam po tym gdy tata przeszukał moją torbę i znalazł w niej sporą sumę pieniędzy i woreczek z białym proszkiem. Wysłali mnie do psychologa i moje problemy się zakończyły, tak samo jak relacje z "przyjaciółmi". Z perspektywy czasu cieszę się, że moi rodzice odkryli to wszystko i zadziałali odpowiednio. Rozmowy z psychologiem uświadomiły mi że z narkotykami nie ma żartów, za daleko w to zabrniesz i już nigdy możesz z tego nie wyjść.
Podniosłam się z łóżka i spojrzałam na tackę z jedzeniem. Najzwyklejszy jogurt naturalny i dwie mandarynki. Nawet tego nie ruszę! Położyłam się na materacu i mimo, że mój żołądek domagał się jedzenia zdusiłam wszelkie odgłosy wewnętrzne i nawet nie odnotowując momentu w którym przykryłam się ciepłą kołdrą, zasnęłam.
Miałam piękny sen. Śniło mi się, że znowu jestem z rodzicami. To był taki piękny, realny sen. Obchodziliśmy urodziny taty, razem z mamą kupiłyśmy mu nowy zegarek, bo stary zmoczył wodą. Nowy był wodoodporny i bardzo elegancki. Pamiętam słowa mamy ze snu "mamy mało czasu Nicolasie, musimy ją odnaleźć...".
Szarpnięcie wyrwało mnie z beztroskiego świata marzeń. Teraźniejszość powraca ,Hope. Uchyliłam powieki, a światło żarówki wkradło się niezaproszone i oślepiło mnie chwilowy. Przetarłam twarz i oczy dłońmi. Rozbudziłam się bardziej i spojrzałam na osobę, która stała tuż nade mną, obok łóżka.
-Daniel...w czym Ci pomóc?- uśmiechnęłam się sztucznie,a mój głos ociekał ironią i sarkazmem.
-Za chwilę Nat przyniesie kamerę i zrobimy to co trzeba. Może to w końcu Cię obudzi.
-Nat to skrót od Natalie Suka ? Czy Natalie Dziwka?- wyrzuciłam z siebie to zdanie jak najszybciej, aby mógł usłyszeć je w całości. Nawet nie przejęłam się kiedy jego ręka wylądowała na moim policzku. Poczułam tylko jak ciepła ciecz wypływa mi z nosa. Krew. Co za sukinsyn!
-Nawet nie próbuj tak o niej mówić, bo zaraz mogę zrobić dziwkę z ciebie!- w tym samym momencie drzwi się otworzyły, a do środka weszła szczupła blondynka. Wyglądała nieskazitelnie, Jasna cera, blond włosy związane w wysokiego kucyka. Była ubrana w czarne spodnie i tego samego koloru koszulkę. W rękach trzymała kamerę i statyw.-Świetnie, że jesteś już miałem ochotę rozszarpać ją na drobne kawałeczki.
-Właśnie widzę, w sumie to dobrze, że już ma trochę ran i cieknie jej krew. Poza tym jest wychudzona. To będzie wyglądało naprawdę realistycznie.- odpowiedziała swym aksamitnym głosem, wpatrując się we mnie podczas rozstawiania statywu. Gdy w końcu ustawiła kamerę idealnie w moim kierunku, wyjęła z tylnej kieszeni czarny materiał i rzuciła go w stronę szatyna, który w odpowiednim momencie go złapał.-To jak? Zaczynamy?-chwilę zmieniała ustawienia kamery, a w rezultacie światło lampy po raz kolejny mnie oślepiło.
I wtedy poczułam niepokój w dole brzucha. Działo się coś złego, a ja nawet nie reagowałam. Czułam strach wewnątrz, ale żadna z tych emocji nie zmieniła wyrazu mojej twarzy. Nadal byłam chłodna i stanowcza pomimo tego wszystkiego, co rozwalało mnie od środka.
-Tak, zaczynamy. - czarnym materiałem okazała się być kominiarka z małymi wycięciami na oczy i usta. Daniel stanął tak, aby być widocznym na obrazie wyświetlanym przez kamerę. Przeniosłam wzrok na Natalie, która szczerzyła się widząc wszystko w małym podglądzie. - Hope jest przetrzymywana u mnie i do momentu gdy nie zostaną mi dostarczone wszelkie dokumenty archiwalne z rozpraw z roku 2009, nie zobaczą państwo córki już nigdy. Ostateczny termin to dwunasty września do godziny dziewiętnastej pod starym zakładem "Pumpins". Proszę mieć na uwadze bezpieczeństwo i życie córki.- słowa docierały do mnie, ale ich sens już niekoniecznie. siedziałam sztywno a wcześniej spływająca krew zaschła tuż nad górną wargą. To ja miałam zadziałać, a teraz ten popierdolony typ wymusza coś na moich rodzicach. Nie mogłam pozwolić na to.
-Nie!-wykrzyknęłam jak najgłośniej i najszybciej jak potrafiłam.-Dam sobie ra...-jego ciężka ręka po raz kolejny wylądowała na moim policzku, potem na brzuchu. Z pozycji pół siedzącej powróciłam do leżnia na materacy i przyjmowaniu ciosów. Brzuch. Żebra. Twarz.
-Teraz już przesadziłaś. Zrozumiesz o co mi chodzi.-kolejna partia ciosów, a ja coraz mniej czułam. Powieki opadały, a cały obraz był przymglony. Pomiędzy ciemnością dosłyszałam jeszcze stłumione "stop" i odleciałam.

Jak tam majóweczka, kochani? Ja przez <albo dzieki > maturom siedzę jeszcze w domku, co jest plusem i powinnam siedzieć i pisać dalsze rozdziały, ale jako, że moim trzecim imieniem jest LENISTWO to łatwo dopowiedzieć sobie dalszą część historii.
Jak tam matury idą?
Wiem, że mogą pojawić się błędy, ale wybaczcie ta piękna pogoda za oknem nie pozwala się na niczym skupić ^.^
Udanego dnia !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Reszta posiłku upłynęła w ciszy. Niezręcznej, lecz potrzebnej mi. Nie miałam ochoty rozmawiać z Danielem, nie po tym co mi zrobił. Dlaczego obwiniałam o tą sytuację tylko jego? Mogłam przecież jakoś zareagować,a nie stać jak kołek i pozwalać jakiemuś kolesiowi zostawiać malinki na moim ciele. Pieprzony Murray
Po śniadaniu czym prędzej ewakuowałam się do pokoju, w którym rano się obudziłam. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. Miałam kompletny mętlik w głowie. Tony myśli przepływały, przez mój umysł, który niestety nie chciał ze mną współpracować dzisiejszego dnia. Wszystko od samego rana szło nie po mojej myśli. To nie tak miało się toczyć.
Dlaczego nawet nie wiedziałam, że byłam obserwowana? Jasne, dowiaduję się tego po raz drugi i nadal nie wiem co mam zrobić.
Teraz oficjalnie wiem, ze byłam podglądana
-Kurwa mać. Co to było? - mężczyzna, o którym nie wiedziałam nic, wiedział wszystko o mnie.
Czy takie śledzenie jest legalne? Głupie pytanie ! Oczywiście, że nie idiotko! Masz rodziców, których praca jest powiązana z prawem i nie wiesz, że to podchodzi pod tak wiele paragrafów? Mamo, tato przepraszam za wszystko co robiłam, ale teraz najbardziej Was potrzebuję. Jestem w niebezpieczeństwie. Zostałam z tym wszystkim sama. Potrzebuję Was...
Fala łez wezbrała pod przymkniętymi powiekami. Przełknęłam strach rozdzierający moje wnętrze i dałam sobie mentalnie w twarz. Musiałam udawać twardą, do momentu gdy nie zostanę uwolniona z tego przeklętego miejsca. Do tej pory zero publicznego ukazywania emocji.
I jeszcze ta malinka!
Miejsce delikatnie piekło, jakby ktoś poraził je małą ilością prądu o niskim napięciu. Przyłożyłam rękę do skory i pomasowałam delikatnie miejsce.
Odwróciłam się na pięcie i po otwarciu drzwi ruszyłam do łazienki. Szarpnęłam za klamkę, ale moje mocowanie poszło na marne, bo ktoś zamknął pomieszczenie od środka. Dłużej nie czekając ruszyłam na dół po schodach, zmierzałam do kuchni, gdzie spodziewałam się spotkać Daniela, jednak jak wielkie było moje zaskoczenie gdy spotkałam go i pewną śliczną blondynkę stojącą naprzeciwko niego. Dziewczyna była od niego niższa, o blisko dwadzieścia centymetrów. Sięgała mu do obojczyków. Miała długie, blond włosy. Na jej ciele znajdowała się czarną koszulka i tego samego koloru spodnie, do tego zwykłe, domowe kapcie. Zawzięcie dyskutowali na jakiś temat. Oboje zwrócili swoja uwagę na mnie gdy tylko pojawiłam się w wejściu do kuchni. Nie odskoczyli od siebie, jak to w zwyczaju miały nakryte pary. Stanęli obok siebie i wpatrywali się we mnie lodowatymi spojrzeniami. Oni zdecydowanie różnili się od zwykłych par.
-Coś się stało Holly?- ile razy mam mu powtarzać, że nie jestem pieprzoną Holly?
-Teraz już nic Drake.- uśmiechnęłam się sztucznie i odwracając się na pięcie chciałam ruszyć na gorę, do sypialni.
-Nie pozwalaj sobie suko.-usłyszałam za sobą, ale byłam pewna, że tych słów nie wypowiedział brunet.
-I vice versa.- mruknęłam i ruszyłam przed siebie. Po raz kolejny wspięłam się na górę i szarpnęłam za klamkę drzwi od łazienki, które po chwili uderzyły mnie w biodro i ramię.
-Auuuć.-jęknęłam z bólu i zaczęłam rozcierać bolące miejsce.
Męski śmiech dotarł do moich uszu, co zaowocowało moim prychnięciem.
-Śmieszy Cię to? No to świetnie, pośmiejmy się razem...-powiedziałam i przestałam rozmasowywać miejsce, które niedawno odbyło bliskie spotkanie z drzwiami.
-Jestem Jamie. I owszem, śmieszy mnie to Hope.- to ten głos ! To on kazał mi się przestać zadręczać powodami dla, których trafiłam tutaj.- Śmieszy mnie też fakt, że Daniel posunął się tak daleko, że zaprosił Cię do swojego łóżka.Tego nie było w planie, ale to już jego sprawa. Czyż nie? - palec jego reki wylądował na mojej brodzie i podniósł nim moją głowę do góry, abym spojrzała w jego roześmiane oczy. Zielono- szare tęczówki. Duże, świdrujące oczy. Ostre,męskie rysy twarzy. Ciemne,mokre włosy. Kropelki wody spływające po jego lekko zarysowanych mięśniach brzucha i ramion. Granatowy ręcznik oplatający wąskie biodra.
-Tak.-warknęłam i wyrwałam się spod dotyku jego palców.- A teraz chciałabym wejść do tej pieprzonej łazienki.- popchnęłam go i weszłam do środka zamykając za sobą drzwi. Upewniłam się dwa razy, że przekręciłam kluczyk i spojrzałam w wielkie lustro.
Co zrobiłam nie tak?
Dlaczego się urodziłam?
Przecież gdyby mnie nie było, nie byłoby żadnych problemów.
Życie wszystkich ludzi byłoby łatwiejsze.
A ja miałabym spokój, bo nie musiałabym mieć styczności z ludźmi mieszkającymi w tym domu.
Oparłam się plecami o drewnianą powierzchnię drzwi.
To wszystko nie ma sensu.
Porywa mnie były przestępca. Chce żebym ukradła mojej mamie jakieś dokumenty.
Ale po co mu to?



Ten rozdział mało wnosi do całej historii, ale poznajecie nowe postacie, które na pewno pojawią się jeszcze w tej historii.
Starałam się poprawić błędy, ale ostatnio nie mam weny na kompletnie NIC. Postaram się jakoś napisać rozdział 21, trzymajcie kciuki.
Ehh, jutro klasówka z chemii i duży sprawdzian z angielskiego. Tydzień męki.
Who cares ?
Udanej niedzieli!
  • awatar Lisa Angels: Ciekawe co by zrobili, gdyby próbowała popełnić samobójstwo... Nie to że coś proponuje czy coś, wcześniej wspomniała, że ma dość życia... Wróć, udaj, że tego nie czytałaś. Widzę, że w tym domu żyją same chamy...
  • awatar książkoholiczka123: naprawdę cudowna historia :*
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Blondynka? Zapowiada się ciekawie :D Czekam niecierpliwie!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wstawiam, to dla : @Za jakie grzechy,dobry Boże!? Jesteś tu od początku i żałuję, że nie mam czasu zaglądać na Twojego bloga, ale szkoła jest dla mnie priorytetem. Na blogu staram się dzielić moim hobby, które ostatnio niestety też zaniedbuję. Gdy znajdę więcej czasu (czyt. mniej szkoły! mniej sprawdzianów!) nadrobię wszystkie zaległości. U każdego!
Polecam ten utwór, mimo, że nie pasuje za bardzo akurat do tego rozdziału, to opisuje trochę mój stan emocjonalny. I po prostu zakochałam się w tym!



Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.-Paulo Coelho

Prysznic Daniela nie trwał długo, a ja na całe szczęście ie musiałam długo na niego czekać pod łazienką. Wyszedł pewnym krokiem, ale gdy tylko ujrzał moja postać siedzącą tuż obok drzwi zatrzymał się i przykucnął.
Jego ciemne włosy były mokre i pokręcone, po twarzy i szyi spływały kropelki wody. Na siebie włożył białą koszulkę na krótki rękaw i ciemne, jeansowe spodnie. Nie ogolił się. Jego szczęka została uwydatniona przez ciemne,krótkie włoski.
-Nie wiedziałem,że będziesz czekała...-powiedział i spojrzał wymownie na moją osobę. Zlustrował mnie wzrokiem skupił wzrok na podziurawionej koszulce i się delikatnie uśmiechnął.-Zaraz Ci przyniosę jakieś ubrania, poczekaj tu. I nie kombinuj nic Holly.-Co? Chwila ! JA nie jestem żadna Holly, mam na imię Hope, co za palant...
-Nie jestem Holly !-wykrzyknęłam za nim, gdy zniknął za drzwiami jego sypialni. To śmieszne, niby wie o mnie wszystko, a nie potrafi zapamiętać głupiego czteroliterowego imienia. Uśmiechnął się kpiarsko I poszedł do swojej sypialni. Podniosłam się z podłogi I rozciągnęłam odrętwiałe mięśnie. Po chwili w polu mojego widzenia pojawił się Daniel z ubraniami w ręku. Stanąl obok mnie I wyciągnął rękę z materiałami. Wyrwałam mu ciuchy i odwróciłam się na pięcie w celu skorzystania z łazienki. Usłyszałam za sobą męski śmiech, ale zignorowałam to.
Weszłam do pomieszczenia.Zakluczyłam drzwi. Zostawiłam ubrania na szafce stojącej tuż obok umywalki. Łazienka "porywaczy" wcale nie powinna wyglądać, aż tak schludnie i zarazem elegancko. Wbiegając tu za Danielem, nie zdążyłam się rozejrzeć się po pomieszczeniu. Ściany pomalowane zostały na szaro, co idealnie komponowało się z drewnianymi meblami. Wschodnią ścianę zajmował biały, duży,przestronny prysznic, w którym na pewno zmieściłyby się dwie osoby. Obok stała nowoczesna,biała pralka i wysoka,drewniana szafka z proszkami i płynami używanymi do prania. Południową ścianę "okupowały" drzwi wejściowe , umywalka i drewniana szafka stojąca tuż obok umywalki. Przy zachodniej ścianie stała toaleta i kilka drewnianych szafek zawieszonych na ścianie. Północna ściana była prawie niewidoczna, bo na prawie całą ścianę zajmowało wielkie lustro.
Spojrzałam na swoje odbicie. Brązowe włosy były roztrzepane i sterczały pod każdym możliwym kątem. Coś co miało przypominać lekkie fale, teraz wyglądało jakbym żyła w epoce brązu i nie miała do dyspozycji szczotki lub szamponu. Pod brązowymi oczyma widniały jasno fioletowe wory. Przetarłam ze zmęczenia oczy i jeszcze bardziej zaczęłam się wpatrywać w swoje odbicie. Moje życie przewróciło się do góry nogami. W dodatku nie miałam informacji co z moimi rodzicami.
Wyczerpana zdjęłam moje stare,porwane ubrania u podeszłam do kabiny prysznica, którą otworzyłam i weszłam do środka. Odkręciłam ciepłą wodę i czułam jak moje mięśnie się rozluźniają, myśli ulatują gdzieś w głąb mojego umysłu. Po tych dwóch dniach po raz pierwszy czułam się dobrze.
Właśnie wycierałam mokre włosy w ciemny ręcznik, gdy usłyszałam pukanie.
-Hope, potrzebujesz pomocy?
Ugh ! Jak ja nienawidziłam tego mężczyzny.
-Nie dzięki. Już kończę.
-A szkoda...-powiedział i usłyszałam przytłumiony śmiech.-Chcesz szczoteczkę do zębów? Jeśli tak, to są w w pierwszej szufladzie w szafce obok umywalki. Za pięć minut widzę cię w kuchni.
Czy ten facet nie potrafi poprosić? Zawsze musi wydawać rozkazy?
Zignorowałam wewnętrzne pytania i wysunęłam szufladę wcześniej wskazaną przez bruneta. Wyjęłam jedno z wielu plastikowych opakowań, w którym znajdowała się nowa szczoteczka do zębów. Pasta stała na umywalce, więc czym prędzej wyszczotkowałam zęby i odkluczając drzwi. Stare ubrania zabrałam ze sobą, aby je wyrzucić do kosza na śmieci, ponieważ nie zdawały się już do jakiegokolwiek użytku. Ruszyłam w kierunku schodów prowadzących na dół. Zeszłam i po zapachu odnalazłam pomieszczenie, w którym powinnam była się pojawić.Zapach przypominał spieczony chleb i coś jeszcze, coś co kojarzyłam, ale nie potrafiłam przypomnieć sobie woni. Weszłam do nowoczesnej kuchni i zamarłam w miejscu.
Pomieszczenie było wykonane w jednostajnej palecie kolorów, połączenie czerni,bieli i bordowego. Ceglane ściany zostały pomalowane na biało. Po lewej stał ośmioosobowy, czarny stół, obok niego dosunięte,ciemne krzesła. Naprzeciw legła ściana była wielkim wyjściem na taras i ogród. Teraz zasunięte drzwi balkonowe dawały idealny widok na zadbany ogród. Po prawej stronie znajdowały się meble kuchenne jak i odpowiednie sprzęty. Bordowe meble idealnie komponowały się z czarnymi urządzeniami AGD.
-Wyrobiłaś się w cztery minuty. Jeszcze lepiej.-zdążyłam zarejestrować ruch przy ekspresie, ale nie musiałam spoglądać na twarz osoby mówiącej do mnie. Daniel. - Na śniadanie przygotowałem tosty i jajecznicę. Wypijesz kawę?
-Nie pijam kawy.
-No tak. Czarna herbata. Z sokiem malinowym. I dwiema łyżeczkami cukry. Mam herbatę i cukier, sok malinowy niestety się skończył.-pomachał mi pustą, szklaną butelką.-Dlatego mogę za proponować herbatę z cukrem.
Informacje zaczęły docierać do mnie dopiero po minucie. I wtedy zrozumiałam, że on wie o mnie dosłownie wszystko.
-S-skąd to wiesz?-zająknęłam się. Byłam przerażona. Ja nie wiedziałam o mężczyźnie, który przygotowywał mi śniadanie zupełnie nic. Zaś on wiedział o mnie dużo. Zbyt dużo. I to było niepokojące.
-Wiele godzin starannych obserwacji.
-Podglądałeś mnie?!-zapytałam, a może już krzyczałam?
-Kochanie, nie podglądałem. Obserwowałem. To dwie zupełnie różniące się od siebie czynności.
-Mało mnie to obchodzi ! Pieprzone różnice zostaw dla siebie. I tak mnie podglądałeś!
-Zamknij się ! Nie podnoś na mnie głosu. N I G D Y.- nawet nie zarejestrowałam kiedy pojawił się obok mnie i złapał moje nadgarstki w szczelnym uścisku, przypierając mnie do ściany nieopodal wejścia do kuchni.- Nauczę cię jeszcze zasad panujących w moim domu. Ale na to jeszcze mamy czas, skarbie...-nosem przejechał po mojej szyi, przyciskając mokre jeszcze kosmyki włosów do mojej skóry.-Wiele czasu.-powiedział i liznął odkryty skrawek mojej skóry. Po chwili mocno zassał ją, a ja czułam już jak gorąco obejmuje ten teren mojej szyi. Wiedziałam, że to co teraz robił miało tylko jeden cel. Pozostawienie po sobie malinki. Puścił fragment skóry ze swoich ust i delikatnie ucałował to miejsce, po czym sunął dalej swoim nosem. Aż do linii szczęki, gdzie się na chwilę zatrzymał i zbliżył się do ucha.-Teraz jesteś moja.-odsunął się w tym samym tępie, w którym się pojawił. Mój mózg zaczynał rejestrować to co się stało, a ciało stało nadal nieruchomo przy ścianie. Wzrok miałam wbity w plecy Daniela.
Cholerny idiota ! Jak on mógł?! Teraz mam malinkę na szyi. Pieprzona malinkę.
Podniosłam rękę do skóry i potarłam pieczącę miejsce. Chwyciłam włosy i przerzuciłam je na ramię tak aby "znak" nie był widoczny. Ruszyłam do stolika, odsunęłam krzesło i usiadłam na nie, niespecjalnie przejmując się brunetem. Przeniosłam swoje tęczówki na blat ciemnego stolika. Po chwili moim oczom ukazał się talerz z jajecznicą, dwoma tostami posmarowanymi masłem i biały kubek z herbatą. Czarną. Z dwiema łyżeczkami cukru.
-Smacznego.

  • awatar Lisa Angels: ... Wybacz, ale znalazłam twój blog w nietypowy sposób, ostatnio szwankuje mi pinger i niektóre osoby samoistnie blokuje. Tak było i z twoim blogiem. Zastanawiam się czemu... Ale może to i lepiej, bo dzięki temu poznałam tą interesującą historię. Jest wiele (przynajmniej w moim odczuciu) niejasności i dziwnych zachowań, ale prawdopodobnie wszystko się wkrótce wyjaśni. Hope, ma silną osobowość, nie mam pojęcia jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji. I jestem na 99 % pewna, że nie bez powodu nazwał ją Holly. Daniel... postać pełna niewiadomych, zaintrygował mnie i to bardzo.
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Jaka ja jestem głupia.... Dopiero teraz zauważyłam, że jest tutaj dedyk dla mnie! Wybacz mi moją ślepote! Bardzo ci dziękuje ♥
  • awatar Zakira Luna: Daniel jest taki...męski xd Ale jest też dupkiem ;) Wie o niej wszysto?- A to podglądacz jeden :P Trochę błędów językowych i interpunkcyjnych, zwłaszcza na początku- ale za to fajne opisy i historia, muszę przyznać że jestem pod wrażeniem :) Oby tak dalej!:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W chwili gdy nasze wargi prawie się złączyły w jedność,przez moją głowę przeleciała jedna myśl : "Jeśli to zrobię,mogę tego żałować do końca życia." i wtedy przekręciłam twarz na bok, a jego usta ledwo musnęły mój policzek. Uścisk na nadgarstkach przybrał na sile, a ja zaczęłam panikować. Bałam się, że w przypływie nagłej złości Daniel zrobi coś nieobliczalnego, a przecież to ja byłam jego ofiarą. To ja leżałam pod nim bezbronna.
Zaraz. Bezbronna? To,że moje nadgarstki były nieuruchomione nie oznaczało,że nie mam szans na wyrwanie się spod ciała mojego napastnika.
Pamiętając o tym co mówił mi mój ojciec gdy przeszkalał mnie w podstawach samoobrony. Szybkim ruchem zgięłam kolano i uderzyłam w najczulsze miejsce u faceta. Uścisk nagle zelżał, a Daniel spoczął obok mnie. Zwijając się z bólu trzymał ręce na bolącym miejscu, a ja nie zwlekając kolejnej minuty zerwałam się pędęm do pozycji stojącej.
-I co teraz zrobisz,hmm? -zapytał brązowooki. -Nigdzie nie uciekniesz.
-Dlaczego jesteś tego aż tak pewien?
-Bo Cię znajdę. Wszędzie.
-Jeszcze gdyby to było zabawne, to pośmiałabym się,ale to jest aż...śmieszne. Gdy moi rodzice cię znajdą,wsadzą cię za kraty. A wtedy ja będę bezpieczna.
-Skarbie, Ty już nigdy nie będziesz bezpieczna. U mnie przynajmniej nie możesz narzekać na warunki i osoby z którymi będziesz przebywała. A co z innymi, którzy siedzieli w więzieniu przez twoich rodziców,hmm?
Oh,no nie. On ma cholerną rację. Jestem łatwym celem dla wszystkich bandziorów, których za kraty wpakowali moi rodzice. Dlaczego nie mogłam być córką zwykłej sklepowej i pracownika firmy budowlanej? Od razu wybrali dla mnie sędzine i policjanta. To się nazywa zwykły niefart. Albo pech. Albo przeznaczenie.
"Hope! Uspokój się, będzie dobrze. Wszystko się jakoś ułoży. "
Pieprzenie.
Dopiero gdy wyłączyłam całkowicie moje przemyślenia zauważyłam,że Daniel oczekuje odpowiedzi z mojej strony. Spuściłam głowę i utkwiłam wzrok w moich skarpetkach,których nie zdjęłam przed rzuceniem się z pięściami na śpiącego mężczyznę.
-Masz rację.-wyszeptałam tak,żeby usłyszał.
-Słucham? Mogłabyś powtórzyć? Nie dosłyszałem.-wiedziałam,że kłamie. Chciał tylko podnieść poziom swojego ego. Zdenerwowałam się i zacisnęłam ręce w pięści.

-Masz rację. -powiedziałam głośniej i podniosłam wzrok, a przede mną wyrosła postać Daniela. "Mam przesrane"-jedyna myśl,która krążyła po mojej głowie.
Brunet zbliżył się na odległość ramienia i złapał w swoje duże,szorstkie dłonie moje drobne piąstki.
-Denerwujesz się. -"Czy ten facet to Sherlock Holmes?"- Nie masz po co. Rozluźnij się.-delikatnie masował wewnętrzną część mojej dłoni. Wyrwałam się i ręce oparłam na biodrach.-Jesteś przezabawna. Masz szczęście,że to niedziela i że mam dobry humor.
Ta informacja mogłaby odmienić moje życie gdybym była jego dziewczyną lub podkochiwałabym się w nim. Jednak żaden z tych wariantów nie tyczył się obecnej sytuacji. Dlatego informacja ta wcale mnie nie ucieszyła.
-Nie obchodzi mnie to jaki masz humor. Mam kilka pytań na, które nie znam jeszcze odpowiedzi. I osobą,która powinna odpowiedzieć na nie jesteś właśnie ty.
-Za to co przed chwilą zaoferowałaś mojemu kroczu...Nie zasługujesz na to.
-Nie zasługuje na to,żeby się dowiedzieć jak długo masz zamiar mnie tu trzymać?-zdenerwowałam się o czym mogły świadczyć paznokcie wbite w moje biodra.
-Najlepiej do końca życia.
Co? Powoli przeliterowałam sobie słowa wypowiedziane przez Murray'a. D o k o ń c a ż y c i a. Zastygłam. Chciał mnie tutaj na zawsze. Przez to głupie zdanie w mojej głowie zapanował chaos. Miliony pytań bez odpowiedzi. Oprzytomniałam i już otwierałam usta,żeby wypowiedzieć moje pytania na głos, ale go już nie było. Wybiegłam z sypialni Daniela i dogoniłam go na korytarzu, który wcześniej dawał mi złudną nadzieję ucieczki.
-Jak to do końca życia?-zapytałam głośno oddychając.
-Normalnie. Wyjdziesz za mnie. Urodzisz mi dziecko ewentualnie dwójkę. I będziemy żyli ze sobą do końca naszego życia, kochanie.
-Serio jesteś popaprany. -weszłam za nim do łazienki znajdującej się tuż obok schodów. Zamknęłam za sobą drzwi,żeby nikogo nie obudzić w razie naszej kłótni. -Ja N I E wyjdę za ciebie, wyobraź sobie,że mam odmienne zdanie co do twoich planów. Zaplanowałeś mi całe życie. Niepotrzebnie. Mam swoje plany.
Odwrócił się i przyparł moje ciało do powierzchni białych drzwi.
-Zaplanowałem i tego planu będziemy się trzymać!-wykrzyknął. "Co za typ! Ma gorsze humorki niż kobieta w ciąży." -Chcę dla Ciebie jak najlepiej.
-Jeśli chcesz dla mnie jak najlepiej to mnie wypuść.
Odepchnął się od drzwi i całkowicie zlał moją wypowiedź. Wsunął głowę za drzwiczki kabiny prysznicowej i odkręcił gałki. Momentalnie woda zaczęła się lać. Para wodna unosiła się w pomieszczeniu, a daniel nic sobie nie robiąc z mojej obecności zsunął bokserki z bioder. Zamknęłam oczy dociskając powieki,aby wymazać te obrazy z pamięci. Odwróciłam się. Otworzyłam drzwi i wyszłam.
Usiadłam na podłodze,opierając się plecami o ścianę. Po mojej prawej znajdowały się drzwi do łazienki w , której brunet brał prysznic.
Spojrzałam na moje ubrania. Porwane,brudne i porozciągane. Potrzebowałam czegoś innego. Nawet jeśli jestem w i ę ź n i e m to powinnam mieć przyzwoite ubranie, a nie jakieś szmaty. Tak bardzo pragnęłam znaleźć się w moim mieszkaniu, w moim łóżku. Biuro w którym pracowałam było milion razy lepsze niż siedzenie tutaj. Z takim człowiekiem.
Życie jest nie fair. Wykrada nam ważne momenty w życiu,zabiera nam wszystko i mimo,że są też te dobre chwile, życie jest trudne. Ciężko jest przeżyć swoje życie według określonego wcześniej schematu. Przecież nie wiemy k o g o spotkamy, kto zagości w naszym sercu a kto stanie się największym wrogiem.
Życie to niewiadoma, z którą musimy codziennie się zmagać.

Witam !
Nawet nie wiecie jak bardzo wariował ostatnio mój telefon, gdy przychodziły male z powiadomieniami o komentarzach pod rozdziałami! Jesteście po prostu cudowni !
Przepraszam za tą zwłokę! Podziękujcie moim nauczycielom. Nie mam czasu na nic.
Mimo, że tutaj publikuję tylko rozdziały, które są już napisane, naprawdę nie mam czasu.
Obiecuję poprawę ! Postaram się dodawać rozdziały mniej więcej co dwa tygodnie !
Udanego tygodnia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Po wyjściu Daniela nie podniosłam się z zimnej podłogi. Wszystko mnie bolało, a gdy próbowałam wznieść ciało trochę wyżej miałam zawroty głowy i odruchy wymiotne. Chciałam płakać, ale było to już niemożliwe, bo wypłakałam chyba wszystko co mogłam. Pozostało mi tylko leżenie i rozmyślanie nad tym co będzie za parę godzin, za parę dni, tygodni, miesięcy, lat. Czy Murray będzie chciał mnie trzymać aż tak długo? To raczej nierealne, chce tylko tego,żebym wykradła akta związane z jego nazwiskiem. To nie powinno być trudne...Chociaż. Od kąd pamiętam akta są zamykane w pomieszczeniu do którego kodu nie znam, a moi rodzice na pewno nie powiedzą mi tego hasła od tak. Po prostu.
Jestem beznadziejna.
Nie! To moi rodzice są beznadziejni. To oni wsadzili tego faceta, może gdyby tego nie zrobili ja mogłabym w normalny, cywilizowany sposób spotkać się ze znajomymi. Jak ja bardzo nienawidzę mojej rodziny! To oni wpakowali mnie w ten syf. I niech oni powalczą o to, żebym bezpiecznie znalazła się w domu.
Boże, Hope to jest nierealne!
"Musisz poradzić sobie sama.Nie licz na nikogo więcej poza samą sobą"-podpowiedział cichutki głos w mojej głowie. I nie miałam zamiaru lekceważyć tych słów. To one mogły się okazać moją codzienną mantrą.
Tylko, dlaczego nadal leżałam na zimnej,brudnej podłodze w jakimś pokoju, albo piwnicy? Może i będę się oszukiwała i grała twardą, ale jeśli tego nie zrobię mogę długo nie pocieszyć się światłem dnia.
***
Nie pamiętam momentu w którym zasnęłam, teraz czułam silniejszy ból brzucha i dodatkowy rozrywający moją głowę. Otworzyłam oczy i z niedowierzaniem rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym się znajdowałam.
Nowocześnie urządzona sypialnia. Ciemne meble kontrastowały z białymi ścianami. W pomieszczeniu panował przyjemny półmrok dzięki granatowym roletom zaciągniętym do samego końca. Jeszcze wczoraj byłam w tamtej piwnicy, a teraz leżę w czarnej,satynowej pościeli. Jestem we wczorajszych ubraniach, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Delikatnie rozciągam obolałe ciało i czuję za chwilę czyjąś rękę na mojej talii.
Mój oddech przyśpiesza.
Serce wali jak oszalały dzwon.
Powoli odwracam twarz ku właścicielowi ciężkiej,dużej ręki.
Daniel.
Mój oddech staje się urywany. Boję się.
Mężczyzna obok mnie nadal śpi. Jego mięśnie są rozluźnione a rysy twarzy delikatniejsze. Sen działa na niego bardzo dobrze. Teraz dałabym mu z dwadzieścia lat. Wygląda idealnie.
Dziwie się sama sobie, jednocześnie karcąc się za utratę uwagi. Brunet leżący obok mnie i nadal jest nie przewidywalny, a ja zachwycam się jego wyglądem. Zachowuję się jak jakaś napalona nastolatka.
Złapałam delikatnie jego nadgarstek i powoli, bardzo ostrożnie zdejmowałam kończynę z mojego ciała.Odłożyłam ją kilka centymetrów od mojego ciała, żebym mogła się podnieść. Podniosłam się do pozycji siedzącej i ciągle zerkając na jego twarz zaczęłam wstawać. Uśmiechnęłam się gdy on nadal spał kiedy wstałam z łóżka i z wysiłkiem włożyłam na stopy, moje buty stojące obok szafki nocnej. Gdy buty zdobiły moje nogi, usłyszałam szmery za sobą. Odwróciłam twarz, ale Daniel odwrócił się tylko na drugi bok. Na palcach dobiegłam do drewnianych drzwi. Złapałam za klamkę i pociągnęłam ją w dół. Korytarz. Długi,szeroki korytarz z drzwiami po każdej stronie i schodami na końcu. Uznałam, że właśnie te schody mogą być moim wybawieniem. Ruszyłam przed siebie i na moje szczęście pod moim ciężarem drewniana podłoga nie zaskrzypiała ani razu. Zeszłam na dół po schodach. Kuchnia, modnie urządzona. Przeszłam obok lodówki, ale burczenie w moim brzuchu kazało mi zawrócić. Otworzyłam drzwiczki i wyjęłam duży jogurt pitny. Jak dobrze! Nie pamiętam kiedy miałam ostatnio coś w ustach. Włożyłam buteleczkę do kieszeni i ruszyłam przed siebie. To było bardzo nieodpowiednie, że nigdzie nie było żadnej żywej duszy. Nieodpowiednie i bardzo niepoważne ze strony Daniela. Dla mnie to działało na plus. Poczułam w żyłach napływającą adrenalinę i przyśpieszające bicie serca. Czy to mogło być aż tak proste? Moja ucieczka nawet nie musiała być zaplanowana. Wszystko wyszło "w praniu".
Uśmiechnęłam się pod nosem i otworzyłam drewniane, duże drzwi z judaszem na środku.Pociągnęłam mocno klamkęw dół, zamek ustąpił a moim oczom ukazał się....las.
Ten dupek wywiózł mnie do jakiegoś lasu. Na jakieś bezludzie. Dlaczego o on miał wszystko ułożone? Pewnie zaplanował to sobie co do punktu. Miejsce,czas,okoliczności...On musiał mnie obserwować od dawna! Wywiózł mnie do dziczy, po tym jak/wpadł na mnie w sklepie. Niby przypadkiem, ale skąd mógłby wiedzieć,że właśnie wtedy będę w sklepie, że będę robiła zakupy...Musiał mnie obserwować.
Emocje zaczęły się we mnie gotować. Przez jakiś okres czasu byłam podglądana. Możliwe, że miałam zamontowane kamery lub inne urządzenia szpiegowskie. Zdenerwowałam się, odwróciłam na pięcie i trzasnęłam drzwiami. Weszłam z powrotem na piętro i bezproblemowo trafiłam do sypialni Daniela. Tutaj również nie poszczędziłam hukiem zamykanych drzwi. Ściągnęłam w biegu buty i rzuciłam się na z pięściami. Okładałam jego klatkę piersiową, gdy on zdezorientowany otworzył powieki i nim się obejrzałam leżałam pod nim. Mężczyzną bez koszulki, trzymający delikatnie moje nadgarstki tuż nad moją głową.Na jego wyrzeźbionej klatce piersiowej widniały tatuaże różnej maści.
-O co chodzi?-powiedział zaspanym głosem. Lekka senna chrypka, z którą przemawiał sprawiła, że poczułam dreszcze przechodzące wzdłuż kręgosłupa.-Kochanie, chciałem dziś dłużej pospać. Mamy niedzielę. A ty mnie budzisz swoimi delikatnymi piąstkami. Co się stało?-przesunął palcem po moim policzku. Pochwycił kosmyk włosów i zaczął go okręcać wokół palca.
-Obserwowałeś mnie ty zboczeńcu!-wykrzyknęłam, za co zostałam podsumowana śmiechem.
-Po pierwsze: nie zboczeńcu. Po drugie: owszem, ale musiałem wiedzieć co robisz. Musiałem jakoś dowiedzieć się jak to z tobą jest maleńka.-przysunął swoją twarz do mojej szyi i złożył krótki, mokry pocałunek. Moje ciało zareagowało samodzielnie wyginając szyję w łuk i domagając się więcej. -Idealna...-przeniósł jedną dłoń na moje biodro i zaczął powolny spacer. Kolejne mokre pocałunki znaczyły drogę od mojego obojczyka ku żuchwie.
Uniosłam się delikatnie, aby objąć jego kark ręką i przysunęłam jego twarz do mojej. Nasze usta dzieliło kilka centymetrów.



To taki "prezent świąteczny" ode mnie.
Jak Wasze przygotowania do Świąt ? U mnie masakra, jak co święta.
Zapewne nie oddam już nic przez Wielkanocą, dlatego, chciałabym Wam życzyć: smacznego jajka, mokrego Dyngusa i duuuużo jajków ! ♥
  • awatar Chrisos_recenzje opowiadań: Pomimo nielicznych powtórzeń, tekst jest napisany przyjemnym językiem, a historia budzi wiele pytań. Przez moją głowę przeleciało dużo możliwości dotyczących przyczyny porwania, jednak nie myślałam, że będą to akta... Tak się zastanawiam, jak można zmarnować taką szansę... nie mogła poszukać noża, czy patelni(lubuję się w przyrządach kuchennych jako broni ostatecznej) i dopiero pójść go tłuc(czyt. zatłuc)? I czemu nie uciekła do lasu? No nic czekam na kolejny rozdział :D
  • awatar Dead Grace: :o wiedziałam :D
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Ja ni mogę. Genialne. Raz zauważyłam że słowa się powtarzają ale fabuła ze aż awwww... ♡♡♡ Supcio
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po kilku godzinach bezskutecznego siedzenia pod drzwiami z trudem podniosłam się z wychłodzonej podłogi. Zrobiłam kilka kroków i usłyszałam,że ktoś przechodzi korytarzem. Miałam nadzieję, że wejdzie tu, ale osoba tylko przeszła obok pokoju w którym przebywałam i ruszyła dalej.
Dopiero teraz zauważyłam, że zacisnęłam ręce w pięści zgniatając przy okazji materiał bluzy. Rozluźniłam uścisk i podeszłam do szafy. Otworzyłam drzwiczki. W środku znajdowało się kilka męskich koszulek,trzy pary jeansów,kilka bluz i dwie pary sportowych butów. Przejrzałam dokładnie szafę w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ułatwić mi ucieczkę. Coś ostrego lub ciężkiego. Coś czym mogłabym narnormalniej w świecie zaatakować. Nigdy do tej pory nie mieszałam się w żadne bójki, nie lubiłam gdy pięści szły w ruch. Zmasakrowane twarze. Uszkodzenia wewnętrzne i zewnętrzne. Tak zazwyczaj kończyły się bójki moich kolegów.
Cichy trzask drzwi przestraszył mnie. Szybko odwróciłam się na pięcie, aby zobaczyć, kto wszedł do pokoju pod moją nieuwagę.
Oczami odszukałam oczy nieoczekiwanego gościa.
Niebieskie oczy z szarymi obwódkami.
-Chodź. Idziemy na spacer.
-Nigdzie nie idę.- obrzucił mnie pretensjonalnym wzrokiem i w końcu przewrócił oczyma. Chyba denerwowało go to,że sprawiałam problemy. Zbliżył się do mnie w mgnieniu oka i w podobnym tempie znalazłam się na jego ramieniu. Z głową przy jego pośladkach. Szarpnęłam się kilka razy, ale gdy okazało się, że prawie upadłam przez moje wiercienie zaprzestałam tej czynności. Moje widoki uniemożliwiły mi rozejrzenie się po wnętrzach.
Bałam się, że ten mężczyzna zaniesie mnie do jakiejś piwnicy. Tam zabije. I wywiezie martwą do lasu, gdzie razem ze swoim kolegą zakopią mnie kilka metrów pod ziemią. Mimo, wielu prób samobójczych -nieudanych prób samobójczych- wiedziałam, że nie chcę umierać w wieku dwudziestu dwóch lat skrzywdzona przez nieznanego mi mężczyznę.. Nawet nie skończyłam studiów. Wzięłam rok wolnego, bo musiałam odbudować się psychicznie. A teraz miałam umrzeć. Gdzie tu logika? Ja w tej sytuacji nie widzę nic logicznego. Jedynym pozytywem, może być to, że przed śmiercią zapewniono mi ciekawe widoki.
Po kilku minutach niebieskooki postawił mnie na betonowej podłodze. Szybko zamknęłam oczy i policzyłam do dziesięciu, a moje ręce zostały po raz kolejny skute. Tym razem były to kajdanki . Wiem o tym, bo mój ojciec pracuje w policji, a matka jako sędzia i niejednokrotnie miałam styczność z elementami umundurowania policjanta. Otworzyłam oczy i spojrzałam w jego tęczówki. Iskierka tańcząca na jego niebieskiej tęczówce pozwoliła mi uświadomić sobie, że tego faceta kręciło to, że właśnie mnie krępował. Odwróciłam wzrok dokładnie wtedy, gdy on skończył związywać moje nogi sznurem. Przysunął mi krzesło.
-Siadaj. Chyba, że chcesz, żebym po raz kolejny się zdenerwował.
Usiadłam. Byłam ciekawa, co teraz się stanie. Czy zabije mnie powoli, czy raczej szybko?
Brunet stanął naprzeciwko mnie. W delikatnym rozkroku z rękoma z tyłu.
-A teraz powiedz mi...kiedy twoi rodzice przyjeżdżają do ciebie.
-Nie wiem.
Solidny cios w policzek zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się,że zostanę uderzona. Poczułam w środku metaliczny posmak i od razu wiedziałam, że mam z rany, którą mi zafundował sączy się krew.
-Kłamiesz.-złapał mój podbródek w żelazny uścisk i spojrzał hardo w moje oczy. Czułam jakby przewiercał moją dusze wzrokiem nie oczekującym niczego innego prócz prawdy.-Nie chcę obić twojej pięknej twarzy. Nie będziesz wyglądała korzystnie z bliznami i sińcami. Chcę usłyszeć od ciebie prawdę. Nic więcej. Powiedz mi, to co tak naprawdę chcę od ciebie usłyszeć.
-Ja nie wiem, kiedy oni mają przyjechać.- jego ręka puściła moją szczękę i zaciśnięta w pięść za cel obrała sobie mój brzuch. Upadłam na zimną betonową podłogę razem z krzesłem. Krztusiłam się. Nie potrafiłam złapać powietrza, aby dostarczyć je do płuc. Uspokajałam się, gdy on ukucnął przy mnie.
-A teraz wiesz?
-Planowali przyjechać...dziś, a jeśli nie dziś to w najbliższym tygodniu.
-Dobrze mówisz. Widzę, że wróciła ci pamięć. A teraz powiedz mi czy oni wożą ze sobą broń?
-Raczej nie....-wydyszałam, a na jego twarzy wymalował się uśmiech.
-No dobrze. Masz dostęp do akt spraw swojej matki?
-Nie.
-A możesz jakoś się dostać do miesca którym się znajdują?- zapytał i wstał. Przeszedł kilka razy w tą i spowrotem. Od jego ciała biła frustracja. Widać było na pierwszy rzut oka, że zależy mu na tym aby mogła dostać się do archiwum.
-Nie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie miałam możliwości, które pozwoliłyby mi na wzgląd w akta spraw mojej matki.Wszystkie ważne dokumenty przechowywała albo w domu, w sejfie, w Brighton, albo w swojej kancelarii. Mama mimo, że była sędzią prowadziła swoją własną kancelarię prawną. Jednak ta odpowiedź nie usatysfakcjonowała mojego oprawcy, a mój brzuch otrzymał solidnego kopa. Krzyknęłam.Na chwilę straciłam oddech i mocniej zwinęłam się z bólu.
-Zapytam po raz ostatni. Czy dostaniesz się do akt spraw?
-Spróbuję.
-Grzeczna dziewczynka.
-Ale musisz mnie wypuścić w takim razie.
- Zastanowię się nad tym. -powiedział i zmierzył ku drzwiom.
-Gdzie idziesz? Co ze mną?!-krzyknęłam zdesperowana.
-Zostajesz tutaj.
-Chyba raczej nie.
-Owszem. Zostajesz. A teraz wybacz, ale muszę załatwić kilka spraw.
-To powiedz chociaż jak się nazywasz.
- Daniell. Daniell Murray.
Przymknęłam powieki.
"Tylko nie on" -szepnęłam cicho, wiedząc już, że Daniell opuścił to pomieszczenie. Wiedziałam kim w przeszłości był mój prześladowca i co zrobił. Dwa lata temu rodzice byli wmieszani w tą sprawę.
Teraz to ja siedzę zakopana w to po uszy. Muszę jak najszybciej stąd zniknąć lub skontaktować się z władzami.

I jak?
Dziękuję za tyle komentarzy! To tak wiele dla mnie znaczy ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
  -Obudź się !- ktoś potrząsnął moim ramieniem. Chciałam odepchnąć jego rękę,lecz moje nadgarstki zostały uwięzione. Związane grubym sznurem. Szarpałam dłońmi lecz czynność ta nie przyniosła większych efektów.-Nie szarp się! To nic nie da.
W końcu zmusiłam się do uniesienia ciążącej mi głowy. Przede mną stał obcy mi mężczyzna. Na głowie miał czarną kominiarkę z dwoma otworami na oczy. Podsunął mi do ust małą butelkę z wodą mineralną, wypiłam łapczywie kilka większych łyków i w końcu poczułam,że moje gardło jak, i usta nie są suche,co umożliwiało swobodną wymianę zdań.
-Co chcecie ze mną zrobić?-spojrzałam wyzywająco na mężczyznę stojącego obok mnie. Rozglądałam się po pomieszczeniu. Mały,biały pokój bez okien. Jedynym źródłem światła była wysoko zawieszona jarzeniówka. Po mojej prawej znajdywały się masywne drzwi. Powróciłam wzrokiem do mojego prześladowcy.
-Dowiesz się w swoim czasie. Niech ta twoja główka cię o to nie boli.-miał zaskakująco przyjemny głos jak na porywacza. Niski z nutą ciepła i seksu.
-A może chcę,żeby mnie o to bolała?
-Nie. Nie chcesz.-rzucił w moją stronę niecierpliwe spojrzenie.-Zadajesz za dużo pytań,Hope. A ja nie mogę pozwolić sobie na zdemaskowanie, dlatego życzę ci kolorowych snów.-zaszedł krzesło do którego byłam przywiązana od tyłu i przyłożył do mojej twarzy, biały materiał. Wiedziałam już o co chodzi. Zaczęłam się szamotać na krześle,kręcić głową. Jednak nawet te czynności nic mi nie dały, bo po chwili udałam się do krainy Morfeusza.

***
Po kilka godzinach obudziłam się. Tym razem nie siedziałam przywiązana do drewnianego mebla. Miękki,wygodny materac i ciepła,puchata kołdra. Uśmiechnęłam się pod nosem. "Hope, jesteś kompletną idiotką! Zbieraj manatki i szukaj drogi ucieczki!"-cichy głos w mojej głowie,.pchnął mnie ku spełnieniu tego polecenia. Zerwałam się z wysokiego łóżka i dopiero wtedy odkryłam,że byłam w samej bieliźnie. W tamtej chwili, miałam wielką ochotę kogoś uderzyć. Wyrządzić krzywdę za to, że ośmielił się mnie rozebrać i dotykać. W pośpiechu zebrałam moje ubrania leżące na fotelu. Czym prędzej naciągałam na siebie odpowiednie warstwy wierzchnie.
-Cholera. Gdzie jest mój telefon? - zapytałam na głos sprawdzając kieszenie, które okazały się być pustymi."Nawet portfel ukradli"-przeklnęłam kilka razy w duchu i odwróciłam się na pięcie,aby odszukać parę moich zniszczonych trampek. Wpadłam na kogoś, uderzając twarzą o napiętą klatkę piersiową. Podniosłam wzrok i ujrzałam te same obłędne,brązowe oczy.
-Szukasz tego ?-zapytał i wyjawił zza swoich pleców rękę na, której znajdował się czarny,skrzórzany portfel i srebrny smartphone. Wyciągnęłam dłoń, aby zabrać moje rzeczy, gdy on popchnął mnie na fotel i rzucił przedmioty na łóżko. -Dlaczego się ubrałaś?
To pytanie podniosło poziom mojej złości do poziomu czystej furii.To ON mnie rozebrał, to on miał czelność mnie dotknąć.
-Od tego są ubrania? A tak w ogóle, mógłbyś mnie nie rozbierać? Najlepiej jakbyś mnie nie dotykał,nie zbliżał się, no chyba, że chcesz żebym ci porządnie przywaliła !-jego reakcja, jeszcze bardziej mnie wkurzyła. Śmiał się z tego co przed chwilą powiedziałam. Jego śmiech rozniósł się po pomieszczeniu, a ja przykurczyłam palce u stóp. Miał tak idealny śmiech. Głęboki,donośny a zarazem miękki.
-Gołąbeczku, jeszcze będziesz błagała o to żebym cię dotykał. Nie raz.-zaśmiałam się gorzko i uznałam,że nie warto odpowiadać na jego zaczepkę. Stał przede mną i przyglądał mi się jak osobnikowi z innej planety. Jego brązowo-karmelowe tęczówki przypatrywały mi się z intensywnością,dlatego spuściłam głowę w geście żałosnej uległości. -Skarbie zarumieniłaś się?-zapytał podsuwając polec pod moją brodę. Uniósł moją twarz tak aby mógł przyjżeć się mojej twarzy.
-Nie!-poruszyłam głową pozbywając się jego ciepłych,szortkich palców z mojego podbródka.-Wypuść mnie! Nie rozumiem, dlaczego przetrzymujecie mnie tutaj. Nic nie rozumiem. Wytłumaczysz mi cokolwiek?-utkwiłam w nim wzrok i wiedziałam,że nie odpuszczę. Musiałam wiedzieć z czym się wiąże cała ta sytuacja, kim jest on i jego kolega lub po prostu czego chcą za cenę mojej wolności.
-Nie! -wykrzyknął, a wewnętrzna ja skuliłam się w środku. Był przerażający. W oczach malowała się furia a twarz pokrył dziwny grymas. Coś na podobieństwo niezrozumienia lub żalu. Również się zdenerwowałam, facet doprowadzał mnie do takiego stanu, którym przestawałam panować nad swoimi emocjami.-Dowiesz się w swoim czasie.
-Chcę teraz!-wykrzyknęłam, nie przewidując konsekwencjii takiego zachowania.
Policzek zapiekł mnie od uderzenia z otwartej dłoni. Czułam pulsujący ból w miejscu gdzie niedawno znajdowała się jego dłoń. Łzy wezbrały w moich oczach, ale starałam się nie okazać słabości. Przełknęłam gulę w gardle i spojrzałam na faceta stojącego przede mną.
-Nigdy. Nie. Krzycz. Na. Mnie. Nawet nie próbuj podnosić na mnie głosu! Jesteś nic nie warta! -krzyknął i odwrócił się. Z łóżka zgarnął przedmioty, które wcześniej rzucił w tamto miejsce. I wyszedł. A ja nie wytrzymałam. Łzy pociekły po moich policzkach. Pragnęłam stopić się w jedność z fotelem na,którym właśnie siedziałam.
Czułam ból,złość,przygnębienie i chciałam jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Otarłam wierzchem dłoni policzki i podniosłam się.
Rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu w którym przebywałam. Okna. Drzwi. I nic więcej. Żadnego ostrego przedmiotu. Podeszłam do okien i rozejrzałam się. Ramy okien miały odinstalowane rączki do otwierania. Moi porywacze solidnie wszystko obmyśleli.Pokój znajdował się na piętrze, a skok z wysokości dziesięciu metrów na pewno nie był szczytem moich marzeń. Przeszłam przez cały pokój,kierując się do drzwi. Solidne, drewniane, brązowe drzwi. Szarpnęłam kilka razy za miedzianą gałke, ale ani drgnęła. Przeklnęłam pod nosem.
Odwróciłam się.
Oparta plecami o drzwi zsunęłam się po ich długości.
Poczekam-pomyślałam i przysunęłam kolana pod brodę.


To już drugi rozdział, a ja nawet nie miałam szansy się przywitać, od razu wleciałam z prologiem i rozdziałem !
Tak więc jestem "Charlotte", mam prawie 17 lat. Nastolatka kochająca książki, a także sama próbująca stworzyć "coś" z niczego. Ta historia jest publikowana równiez na BLOGERZE, ale tam jestem już przy 20 rozdziale, a nie chcę zdradzić fabuły już teraz.
Witam serdecznie, mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na długo.
  • awatar Seiti: Znalazłam literówkę "kilku godzinach" i błąd w słowie "przyjrzeć". Sorry, to już takie zboczenie ^^ Czemu ją porwali, hmm. Jesteś na dobrej drodze do tworzenia cudeniek. :D
  • awatar Dead Grace: Świetnie napisane!
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Mam dla ciebię DOBRĄ WIADOMOŚĆ Zostałaś u mnie BLOGIEM TYGODNIA :) Gratuluje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Ból głowy wcale mi nie przeszkadzał. Przyzwyczaiłam się do budzenia z ociężałą głową z suchością gardła. kwestia przyzwyczajenia do budzenia się z kacem, po całonocnej zabawie. Rozciągnęłam się, a chłodna satynowa pościel sprawiła, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Usiadłam na łóżku.
Starałam przypomnieć sobie co wydarzyło się wczorajszej nocy. Pamiętam ten moment gdy zamówiłam któryś z kieliszków. Ktoś się do mnie dosiadł. Piliśmy,dużo. W tym momencie mój film się urwał. Zdziwiłam się, bo obudziłam się w mieszkaniu,które dostałam od rodziców. Rodzice...dziś mama ma zadzwonić, niedługo chcą do mnie przyjechać. Sprawdzają mnie nadal. Nie ufają mi po tym jak próbowałam popełnić samobójstwo, a od tego wydarzenia minęło już kilka dobrych lat. Nie mam im tego za złe, bo kocham ich i wiem,że zawsze służą mi pomocną ręką.
Rozejrzałam się po sypialni. Była duża z beżowymi ścianami i idealanie dobranymi,brązowymi meblami tworzyła spójną całość, którą tak bardzo lubiłam. Wstałam z łóżka, a moje stopy odnalazły ciepły dywan. Przeszłam do łazienki,aby doprowadzić się do stanu 'użytku codziennego'. Łazienka była mała i zielona, ale nad umywalką wisiało spore lustro umożliwiające idealne przygotowanie się.
Spojrzałam w lustro. Moje ciemne włosy upięte w koński ogon(bynajmniej tak to prezentowało się wczoraj),teraz nie przypominały w żadnym punkcie wczorajszej fryzury. Ściągnęłam gumkę i rozczesałam włosy szczotką,aby za chwile związać je w luźny warkocz. Przemyłam twarz zimną wodą. Umyłam zęby i zmyłam resztki makijażu,który pozostał na mojej twarzy po śnie i całonocnym imprezowaniu.
Kuchnia była centrum mieszkania. Stanowiła główny punkt w projekcie. Duża,przestronna, z wieloma półkami i szafeczkami. Z widokiem z okna na zatłoczoną londyńską ulicę i budowanym naprzeciw wielkim,nowoczesnym budynkiem mieszkalnym. Wstawiłam trochę wody na poranną kawę. Przez ten rok wypijałam po kilka czarnych kaw dziennie, popadłam w kofeinowy nałóg, ale nie tylko ten. Pozostał jeszcze tytoń. Dziennie wypalam paczkę papierosów. Dlaczego? Staram się ukoić zszargane nerwy. Mam wiele problemów dnia codziennego i każda możliwa okazja ucieczki od szarego zgiełku jest moim powodem do uśmiechu.
Wsypałam dwie łyżeczki mojej ulubionej kawy do szarego kubka, który chwilę później zapełniłam w całości wodą. Upijając łyk gorącego napoju skierowałam się w stronę sporej lodówki.
"Spora z zewnątrz,pusta w środku"- pomyślałam i skarciłam się za to, że wczoraj nie zrobiłam jakichkolwiek zakupów. Nie byłam osobą, która troszczyła się o dzień jutrzejszy. Dlatego zazwyczaj moja lodówka była pusta, gdy potrzebowałam czegoś co złagodziłoby odgłosy wydobywające się z mojego brzucha. Znalazłam w lodówce mały jogurt naturalny zaś przeszukując szafki odnalazłam końcówkę zbożowych płatków. Pochłonęłam ten skromny posiłek popijając w miedzy czasie nadal ciepłą kawę. Tak, kawa to mój ratunek.
Wróciłam do sypialni. Wyjęłam z szafy ubrania i szybko odnalazłam mój portfel. Założyłam szarą bluzę z kapturem i czarne jeansy, pomiędzy zakładaniem spodni a bluzy, na nogi wciągnęłam moje ulubione trampki. Zakluczyłam drzwi i ruszyłam na zakupy.
Najbliższy sklep mieścił się kilka.ulic dalej. Jako, że pogoda była wręcz idealna na spacer zdecydowałam się przejść ten krótki dystans. Sklep był mały, ale gdy lodówka świeciła pustkami nie miałam czelności wybrzydzać. Przy wejściu chwyciłam plastikowy koszyk i skierowałam się na dział z nabiałem. Wrzuciłam do koszyka po kilka opakowań moich ulubionych jogurtów,wybrałam spory kawałek sera żółtego. W pobliżu odnalazłam półkę z pieczywem, zgarnęłam kilka świeżych bułek z przeróżnymi nasionami. Odwróciłam się gwałtownie przypominając sobie o kartonie mleka, którego nie zabrałam. Wpadłam na kogoś. Mężczyznę.
-Przepraszam-wybełkotałam i schyliłam się aby pozbierać produkty, które wypadły z mojego koszyka.
-Nie, to ja przepraszam. Nie zauważyłem pani...Nic się pan nie stało?-miał przyjemny głos. Melodyjny, niski a zarazem taki męski.
-Nie.Jestem cała i zdrowa.-uśmiechnęłam się pod nosem. Jego ręka wylądowała przed moją twarzą. Miał kilka tatuaży wystających spod rękawa jego czarnej bluzy.Oferował pomoc, dlaczego miałabym nie skorzystać? Chwyciłam moją drobną dłonią jego palce i podniosłam się trzymając w drugiej ręce mój koszyk.
-Dziękuję.-powiedziałam
-Nie ma pani za co, a teraz...muszę panią przeprosić, bo bardzo się spieszę.-spojrzałam w jego oczy. Były niebieskie, zaś źrenice otaczała srebrna obwódka. Kasztanowe włosy postawione na gumie. Morelowe usta. Zgrabny nos. Ostre rysy twarzy. Wyeksponowane kości policzkowe i kilkudniowy zarost. Facet ideał.
Dopiero po chwili zrozumiałam, że ten jakże przystojny i kulturalny mężczyzna oczekuje jakiejkolwiek odpowiedzi z mojej strony. Od kilku minut.
-Taaaak. Dziękuję, do widzenia.-ulotniłam się z miejsca zanim Mulat mógł zauważyć mój rumieniec, oblewający moje policzki. On nie wrócił z wakacji, on się taki urodził.
Reszta zakupów upłynęła bez jakichkolwiek wpadek czy wypadków. Jednak moje myśli nadal kręciły się wokół mężczyzny, na którego niedawno wpadłam. "Cudownie.Jeszcze tego dzisiaj brakowało"-pomyślałam wychodząc ze sklepu. Zaczął padać deszcz. Byłam naiwna wierząc w to, że pogoda się utrzyma. Zarzuciłam na głowę kaptur. Jednak,postanowiłam wybrać skróty, aby nie zmoknąć do suchej nitki. Rzadko korzystałam z tej trasy, bo kręcili się tu nieciekawi ludzie, ale miałam nadzieję, że nikogo takiego nie spotkam. Szłam,trzymając w obu rękach siatki z zakupionymi produktami. Obok przejechał czarny samochód.
"Hope, to tylko samochód daj spokój. Popadasz w histerię. Przecież sama chodzisz na imprezy..."- odetchnęłam z ulgą, ale nie zrezygnowałam z obserwacji czarnego samochodu. Zatrzymał się. Dwa,może trzy kroki przede mną. Ktoś wysiadł. Mężczyzna. Czarna bluza. Przechodziłam obok niego, gdy nie powstrzymując swojej ciekawości spojrzałam mu w oczy. Brązowe, z karmelowymi obwódkami przy źrenicach.
To ten facet.
-Witam,po raz drugi.
Czarny worek na mojej głowie.
Złapał moje ramiona.
Zaczęłam rzucać się w prawo i lewo.
Podszedł ktoś jeszcze.
Przytknął do czarnego materiału jakiś dziwnie pachnący materiał.
Cała siła, emocje...wszystko wypłynęło ze mnie...
Zasnęłam.
  • awatar Zakira Luna: Całkiem nieźle się zaczyna...;)
  • awatar Seiti: Fabuła - zaczyna się dość normalnie- biedna spętana życiem niewiasta, spotyka mężczyznę i wpada w kłopoty. Oczekuję teraz wiele. :D Styl - ciekawy, słowa przemyślane, czyta się lekko. Gratulacje.
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: WOW. Czekam na ciąg dalszy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Najbardziej boli pustka,brak czegoś, co zawsze było Nam dobrze znane.
To pomijanie czegoś, co dotąd znaczyło bardzo dużo.
To omijanie miejsc, które mają Nam przypomnieć.
To brak komunikacji z osobami, które lubią wspominać.
To brak jakiegokolwiek życia , gdy ciągle mijamy się z prawdą lub staramy się jej uniknąć.
To ból jaki sobie sami sprawiamy i kwestia przyzwyczajenia, kiedy sami w sobie staniemy się masochistą.

Przeszłość, często ma duży wpływ na to kim jesteśmy teraz.Wydarzenia, które długo analizowaliśmy.Próbowaliśmy naprawiać i staraliśmy się coś zmienić. Zostawiają niewidoczne rany.Rany, które nigdy się nie zagoją, bo rozdrapujemy je,nawet jeśli od tamtego czasu minie wiele lat.
Porzucenie przez chłopaka sprawiły, że Hope stała się wrakiem człowieka. Dlaczego wrakiem? Jej organizm był wyniszczony przez narkotyki,alkohol i tytoń. Zaś jej charakter...ciężko nazwać ją osobą świadomą swoich czynów. Ktoś, kto rani swoje ciało, nie docenił jeszcze tak cennej wartości jaką jest życie.